fbpx

Z nurtem otwartej rzeki

Corbis

Wszystko płynie, ruch jest zasadą istnienia, a ciało naszym sojusznikiem. Korzystając z tych prawd, można poprawić swoje życie.

„Otwarta Rzeka” – tak nazywa się metoda zaprezentowana po raz pierwszy w Polsce w listopadzie 2009 roku. Jej źródeł należy szukać w Argentynie („rio abierto” po hiszpańsku znaczy właśnie „otwarta rzeka”), ale z czasem zyskała sobie popularność w innych krajach, przyjęła nowe formy. Szczególnie urosła w siłę we Włoszech, gdzie wzbogaciła się o nowe, cenne elementy.

Harmonijny, płynny ruch, poddanie się prądowi życiowej energii, relaksacja, medytacja pozwalają pokonać blokady, ból i dotrzeć do ukrytego potencjału człowieka. Tę bardzo złożoną metodę sprowadziła z Włoch do Polski Jolanta Maria Berent. Za sprawą Claudii Casanovas, która poprowadziła warsztaty „Ciało jako sojusznik” – „Otwarta Rzeka” popłynęła w Warszawie. Następna taka okazja powtórzy się już na początku lutego.

Światło i cień

Claudia to drobna kobieta o zgrabnej figurze i przenikliwym spojrzeniu. Jest uczennicą Marii Adeli Palcos, uważanej za twórczynię systemu, i – podobnie jak ona – jest Argentynką, ale do Warszawy przyjechała z Neapolu. Tam, prawie 30 lat temu, założyła wraz z mężem i przyjaciółką centrum Rio Abierto Italia, dziś znane również jako Szkoła Bycia.

Na początku warsztatów zbiera uczestniczki w kręgu wokół siebie. Same kobiety. Nie znają się, przyszły tu z różnych przyczyn: z ciekawości, potrzeby spokoju, uwolnienia się od bólu duszy zadanego przez kogoś bardzo bliskiego albo pozbycia się dolegliwości ciała…

Claudia mówi na wstępie o trzech energiach, z jakich się składamy – fizycznej, emocjonalnej i mentalnej. Aby człowiek był szczęśliwy i spełniony, wszystkie ich poziomy muszą harmonijnie współgrać. Ruch pozwala zdynamizować nasze życie uczuciowe i intelektualne, elastyczne ciało zapewnia elastyczny umysł i harmonijny przepływ emocji – takie są podstawowe zasady „Otwartej Rzeki”. Dlatego w tej metodzie wychodzi się od ciała. Celem jest zintegrowanie wszystkich energii, dotarcie do wewnętrznego światła, uzyskanie pełni.

– Każdy z nas ma takie światło w sobie, ale otoczony jest cieniem – mówi Claudia. Nie spotkała nigdy człowieka bez światła i bez cienia. Czasem cień jest bardzo gęsty, czasem delikatniejszy, ale zawsze warto się przez niego przedrzeć.

Jak? Claudia zaprasza uczestniczki do szeregu ćwiczeń. Aby wydobyć się z cienia, będziemy podążać za instruktorką i naśladować jej ruch.

Pierwsza, wstępna część to swobodny taniec, gimnastyka rąk. Kiedy wyciągamy ku górze dłonie i otwieramy ramiona, czujemy się, jakbyśmy zagarniały energię z kosmosu. Następny etap jest nieco trudniejszy, bo wymaga współpracy z drugą, obcą osobą. Ustawiamy się w parach, opieramy o siebie plecami. Wewnętrzny opór pokazuje, jak trudno jest otworzyć się na innego człowieka. Mimo to bierzemy się za ręce i tańczymy parami.

I w tym momencie – zdawałoby się oswojenia – Claudia prosi, abyśmy wymienili się partnerami. Wyruszamy do środka sali jako zakochani, a powracamy na swoje miejsca, trzymając za rękę innego już partnera. W ten sposób odnajdujemy w sobie ból rozstania i moc otwarcia się na nowe relacje.

To jedna ze specyficznych cech tej metody – ruch naśladuje procesy życia. Ma obudzić nasz potencjał, ukryte pokłady możliwości. „Otwarta Rzeka” uruchamia je za pomocą terapii tańcem i ruchem, elementów relaksacji, medytacji, dramy, także tzw. lektury ciała.

Człowiek-drzewo

Czy zdajemy sobie sprawę z tego, jak bardzo jesteśmy podobni do drzewa? Jedynie „korzenie” mamy ruchome i możemy się przemieszczać. Podążamy za Claudią w poznawaniu siebie jako tych silnych roślin. Wbijamy mocno pięty w ziemię, tak by poczuć swoje korzenie, umocowanie w ziemi. Poruszamy tułowiem (pniem), potem rękami (gałęziami)i palcami (liśćmi), układamy dłonie jak kwiaty, a te przeistaczają się w owoce, w końcu rozsiewamy nasiona. Ten dziwny balet obrazuje koleje ludzkiego życia – etapy wzrastania.

 

– Człowiek musi zapuścić gdzieś korzenie, obudować ciało, rozwinąć się, rozrosnąć, zakwitnąć, wydać owoce – swoją najpiękniejszą część… Potem wszystko się powtarza – mówi Claudia. – Jeśli na jakimś etapie coś się nie udało, warto ustalić, na jakim, bo taki uszczerbek przeszkadza w harmonijnym życiu. Na koniec tego ćwiczenia odgrywamy swoje własne drzewo spontanicznie, od zakorzenienia, przez wzrost gałęzi i liści, rozkwit, do wydania owocu. Po dynamicznym, wyzwalającym ruchu następuje połączenie relaksacji z medytacją. Kładziemy się na matach, mocno wciskamy w ziemię – musimy ją poczuć – rozkładamy ręce i podążamy za głosem instruktorki. Claudia zadaje pytania: „W jakim miejscu się zakorzeniłeś? Wyobraź sobie to miejsce. Może to być miejsce fizyczne, a może jakaś dziedzina – dom, praca, pasja? Rodzina, związek?, Co stało się potem w twoim życiu? W którym momencie wydałeś owoce? Czy czegoś ci zabrakło?”.

Claudia mieszka we Włoszech. Jej korzenie to rodzina i miłość. Odnalazła się w związku z mężem, także w pracy wydała swoje owoce. A wy?

Twarzą w twarz

To nie jest łatwe zadanie: kładziemy się parami twarzą twarz z nieznajomą osobą, aby wymienić refleksje na temat własnego życia!

Przez 5 minut jedna, przez następne 5 – druga opowiada o swoich ambicjach, sukcesach i porażkach. „Gdzie jesteś? W jakim miejscu? W czym się zakorzeniłeś? Jakie wydałeś owoce? A może nie owocujesz? Czy widzisz gdzieś niespełnione aspekty życia?”.

Wracamy do ruchu, naśladujemy inne czynności życia. Rozwój drzewa, taniec w rytm muzyki – wyciągamy ręce do świata i energii, by brać ją i oddawać, dzielić się nią z innymi. Łączymy się w pary i rozstajemy. Wytwarzamy owoc w parze z drugą osobą – to dzieło wspólnych rąk, mimo że wyimaginowane, staje się wręcz namacalne.

Mocno tupiąc schodzimy w dół, do ziemi – po to, by potem energicznie wzrastać, ku słońcu. To piękna metafora, bo aby się wspiąć, trzeba najpierw pokonać drogę w dół, a żeby wyrosnąć, trzeba się zakorzenić.

Na koniec zajęć pierwszego dnia Claudia rysuje drzewo ze wszystkimi elementami–etapami, na których kolejno znajduje się człowiek. Drzewo obrazuje koło życia – od ziemi do nieba. Jest w nieustającym obrocie. Ta sesja była po to, byśmy dotarły do swojego wnętrza. Słyszymy bicie swego serca, jedne z nas są poruszone, inne czują fizyczny ból. Tak ma być – na tych warsztatach szukamy tematów, które bolą, podejmujemy je, żeby uwolnić się od blokad.

Dwa następne dni przyniosą uczestniczkom mocne przeżycia: lekturę ciała, badanie cienia. Po to, by przetransformować je w energię witalności, inteligencji i miłości.         

Z relacji uczestniczek

Aneta – poddała się lekturze ciała. Doświadczenie to pozwoliło jej pokonać traumatyczne przeżycia z dzieciństwa: jej babcia próbowała ją udusić.

– Poszłam na warsztaty Claudi Casanovas bez konkretnych oczekiwań. Jestem kulturoznawcą i antropologiem kultury. Piszę doktorat o rytuałach, zawsze chciałam zobaczyć na żywo taniec odczyniania. Kiedy trafiłam na termin „Rio Abierto”, jakkolwiek egzaltowanie to nie zabrzmi, serce zabiło mi w rytm tam-tamów.

Claudia czyta ciało, widzi jego dysproporcje. Nawet w sylwetce harmonijnej tak jak moja potrafi znaleźć cechy, które nie komponują się z resztą. Od razu zapytała mnie o aparat ortodontyczny, zauważyła mocną szyję, która jakby odcina mój korpus od głowy.

Podczas lektury ciała Claudia naśladuje postawę oraz mimikę osoby, którą czyta. Widok mojej kopii zezłościł mnie. Trenerka poprosiła o bardzo szybkie mruganie powiekami i weszłam w trans hipnotyczny. Ujrzałam w jej twarzy, w jej ciele, swoją babkę. Dosłownie. To bardzo realne uczucie, jakby przeniesienia w miejscu i w czasie. Padały pytania: „Ile masz lat? Co się dzieje? Co czujesz?”. Odżyła straszna scena z mojej przeszłości, niemal całkowicie wyparta z pamięci.

 

Ważnym i oczyszczającym przeżyciem okazało się dla mnie powtórne odegranie czegoś, co już raz zaistniało, i możliwość nadania temu nowego zakończenia. Uświadomiłam sobie, że robiąc reportaże z miejsc naznaczonych przemocą, zawsze doświadczałam bardzo silnych emocji – zupełnie nieprofesjonalnych – i zawsze miałam silną potrzebę, by nieść pomoc. Teraz wiem, że chciałam pomóc też sobie…

Marta – poszła na warsztaty, bo potrzebowała dotrzeć do pokładów swojej energii, źródeł nowych pomysłów. Po zajęciach płakała przez 3 dni, w ten sposób dokonała się jej podróż w głąb siebie i swoich emocji.

– Znalazłam się w trudnej sytuacji życiowej (teraz nie postrzegam jej jako trudną, tylko inną, nową). Stanęłam przed przymusem wyboru, nowymi wyzwaniami, takimi jak otworzenie własnej firmy, potrzebowałam zastrzyku energii.

Po pierwszym dniu zajęć byłam jak poszarpana od wewnątrz, odczuwałam niesamowity zamęt, w nocy źle spałam. Zastanawiałam się, czy tam wrócić, miałam poważne obawy, jak wytrzymam tak aktywny dzień. Zaufałam jednak Claudii i chłonęłam sobą każde jej słowo, gest, ruch, dzięki czemu czułam się niczym wykluwające się pisklę, nowo narodzone dziecko.

Po całym dniu zajęć dostałam silnych dolegliwości żołądkowych, jakbym się czymś zatruła. Trudno mi było uwierzyć, że ciało może tak silnie reagować!  Po powrocie do domu poczułam się cudownie. Zaskoczyło mnie to, że mimo późnej godziny roznosiła mnie energia!

Następnego dnia, podczas zajęć nawiedziły mnie myśli: „Co ja tutaj robię? Kim są te wszystkie osoby? Po co mi to?”. Miałam ochotę wyjść. Moje ciało zaczęło się buntować, aż wreszcie weszło w ruch, którego nie znałam, byłam poza granicą bezpieczeństwa…, trwało to kilkanaście minut, tyle potrzebowałam, aby przenieść to do swojego wnętrza i poczuć się w nim bezpiecznie.

Żegnałam się z Claudią ostatnia. „Dziękuję” – tyle tylko udało mi się powiedzieć. Trenerka serdecznie mnie przytuliła, a ja zaczęłam płakać. Mogłabym tak stać godzinami i płakać, płakać, płakać… Claudia kilka razy powtarzała, że jestem silna i mam o tym pamiętać, a ja nie mogłam powstrzymać łez… Ostatni raz płakałam w ten sposób chyba podczas swoich narodzin… Ten stan trwał 2–3 dni. Po warsztatach „Rio Abierto” zmienił się mój stosunek do samej siebie i relacje z ludźmi i, co dla mnie najważniejsze, z rodziną.

Co, jak i po co

CO: „Otwarta Rzeka” to ekspresyjny ruch przy muzyce, prowadzący do integracji psychofizycznej. Ale też masaż, relaksacja, medytacja, elementy dramy i pracy z głosem…

JAK: w kręgu. Uczestnicy naśladują gesty instruktora. Zyskują w ten sposób natychmiastowe odprężenie, większą elastyczność ciała i umysłu, wyższą świadomość siebie. Zrzucają pancerz, uczą się nowych postaw życiowych.

DLA KOGO: teoretycznie dla wszystkich, chociaż – ze względu na silne działanie metody – wskazane jest doświadczenie w pracy osobistej. Nie są potrzebne żadne umiejętności. Liczą się dobre chęci, otwartość, pragnienie zmiany.

DLACZEGO: bo jesteśmy tu po to, by jak najpełniej wyrażać siebie, korzystać bez ograniczeń z naszego ogromnego potencjału, a nie więzić go w usztywnionych karkach, stawach czy umysłach.

CO TO DAJE:

  • odreagowanie napięć, rozpuszczenie blokad energetycznych
  • przełamanie ograniczeń, usztywnień, utartych schematów zachowań
  • odprężenie, uczucie radości, przyjemności i zadowolenia
  • wyraźny wzrost energii, witalności
  • większą elastyczność ciała i umysłu
  • lepszy kontakt z własnym wnętrzem, z ciałem i emocjami, możliwość bezpiecznego ich wyrażania
  • wzrost pewności siebie i poczucia własnej wartości
  • poprawę stosunków z innymi, większą swobodę w kontaktach, umiejętność stawiania zdrowych granic
  • możliwość wglądu we własne życie, lepszego poznania siebie, zrozumienia swoich potrzeb i pragnień
  • odkrycie własnego potencjału, talentów i zasobów, odwagę w ich przejawianiu
  • nową percepcję świata i naszego w nim miejsca

Szkoła Bycia Otwartą Rzeką – wykorzystuje techniki systemu w różnych obszarach, również – z ogromnym powodzeniem – w pracy z dziećmi. Organizuje również szkolenia dla osób zainteresowanych zdobyciem uprawnień instruktorskich i przejściem głębokiej transformacji osobistej. Wspomniane techniki znakomicie sprawdzają się w środowisku pracy, zwłaszcza w korporacjach.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze