fbpx

Gdy zachowujemy się wbrew przekonaniom

Gdy zachowujemy się wbrew przekonaniom
123rf.com

Dlaczego psychoterapeuta udaje, że mdleje w metrze, siorbie zupę w restauracji, maluje policzki szminką w sklepie z AGD? Bo robi rzeczy, które przerażają jego pacjentów…
Stacja Stokłosy. Katarzyna zamyka oczy i czuje, że serce wali jej niczym pijany perkusista. Stara się nie zwracać na nie uwagi i schodzi dalej. Do metra. Nie chce myśleć o tym, że całe jej ciało pragnie tylko jednego: ruszyć pędem w górę schodów. Schodzi więc niżej, wyobrażając sobie to, co zawsze ją relaksuje: że zjeżdża na nartach po stoku. Orzeźwiający wiatr na twarzy, igły słońca i ta radość, którą czuje tylko w górach… Tak dociera na peron. Ale zaraz potem musi z niego wyjść.

– A co jak zemdleję? Kto mi pomoże? – pyta towarzyszącego jej psychoterapeutę. Jego zapewnienia, że ludzie to nie wilki i na pewno jej pomogą, nic nie dają. Tylko osobiste doświadczenie może zmienić pogląd Katarzyny na niszczycielską siłę swojego lęku. Psychoterapeuta proponuje eksperyment: – Udam, że mdleję, i sama zobaczysz, co wtedy zrobią inni pasażerowie – mówi. Wracają na dół, a potem idą do wagonu. Po chwili mężczyzna osuwa się na podłogę. Kilka osób natychmiast rusza, by mu pomóc.

– Ale mi by nie pomogli – kręci głową Katarzyna. – Pomyśleliby, że jestem pijana…

Więc psychoterapeuta znów mdleje, tym razem udając pijanego. Faktycznie, podchodzi do niego tylko jedna osoba. Katarzyna triumfuje! Jednak psycholog podejmuje kolejną próbę: będzie miał przy sobie alarm dźwiękowy, taki, który nieprzyjemnym wyciem ma odstraszać potencjalnych napastników w razie napadu. Więc znów zjeżdżają na dół. Terapeuta osuwa się po ścianie, alarm wyje i natychmiast zjawia się ktoś do pomocy. Katarzyna wzdycha głęboko. Już nie czuje się taka bezradna. Mówi, że nawet jeśli ludzie są jak wilcy, to ona tym alarmem obudzi w nich anioły. Postanawia: będzie jeździć metrem!

– Nasze przekonania wpływają na nasze zachowania i jeśli na przykład myślimy, że ludzie są źli, nasze życie nie będzie łatwe. Eksperyment behawioralny może nam udowodnić, że się mylimy, że są też przyjaźnie nastawione osoby. Nowe przekonania wpłyną na nasze zachowanie, a gdy stanie się ono bardziej przyjacielskie, na pewno spotka nas ze strony ludzi więcej dobrego niż dotąd – mówi dr Tomasz Srebnicki.

Siorbanie, mlaskanie i krytyka

Anna wstydzi się jeść w restauracjach. Chodzi więc całymi dniami głodna, bo do domu wraca po 20. Służbowe lunche to dla niej prawdziwa męka, opowiada swojemu psychoterapeucie. Od kiedy niedawno awansowała na szefa PR, często spotyka się z klientami w restauracjach, ale nic nie zamawia. Jeśli już musi, jest to coś niewielkiego, a wtedy i tak tylko markuje jedzenie. Jadanie z klientami to część jej pracy, ale jak to zrobić, skoro mlaska i siorbie? Przynajmniej ona tak myśli i boi się publicznego wyśmiania i wyproszenia z restauracji. W rzeczywistości je normalnie, a nawet elegancko, ale w swojej wyobraźni odgłosy, jakie wydaje nad talerzem, są nie do przyjęcia.

Psychoterapeuta proponuje jej więc eksperyment, by sama przekonała się, jak jest naprawdę. Idą do lokalu, siadają przy osobnych stolikach. Psychoterapeuta zamawia żurek z kiełbasą i zjada go, siorbiąc i mlaskając. Anna obserwuje: nikt w restauracji nie reaguje. Ten eksperyment jednak jej nie przekonuje, uznaje, że brak reakcji ludzi to wina słabej klasy lokalu. Idą więc w bardziej szykowne miejsce. Psycholog zamawia zupę tajską, je, siorbiąc… I rzeczywiście, ludzie przy sąsiednich stolikach milkną, niektórzy chrząkają. Ale nikt nie robi tego, czego Anna tak bardzo się boi: nie zwracają mu uwagi, nie mówią, że je jak świnia i nie wypraszają z restauracji…

– Milczą – stwierdza Anna – ale tak myślą!

Psychoterapeuta daje jej więc zadanie: ma spytać, dlaczego nie mówią tego, co myślą. Z odpowiedzi wynika, że nie krytykują terapeuty, bo są dobrze wychowani, nie chcą być niemili, nie chcą sprawiać innym przykrości. Ktoś nawet mówi: „Może ten siorbiący ma coś z zębami? Mnie samemu trudno było jeść, gdy robiłem sobie implanty”.

Sonda okazuje się strzałem w dziesiątkę. Ludzie nie są wcale tacy krytyczni i bezwzględni, jak myślała Anna. A to leczy jej obawy przed publicznym jedzeniem…

Czerwienienie się i nowy telewizor

W aucie przed sklepem psychoterapeuta smaruje policzki szminką, by wyglądały jak płonące ze wstydu. Dla niego czerwienienie się to objaw lęku społecznego. Najprostsze ewolucyjne wytłumaczenie, dlaczego skóra twarzy czerwienieje – to sygnał: „Jestem słaby, nie krzywdźcie mnie”. Dlatego zazwyczaj ci, którzy mają rumieńce, są traktowani łagodniej. Ale nie w swojej wyobraźni. Tam nie tylko wstydzą się rumieńców, ale mają erytrofobię (lęk przed czerwienieniem się). Jego pacjent Julek jest pewny, że czerwone policzki uniemożliwiają mu załatwienie czegokolwiek, że z ich powodu ludzie go lekceważą. Żeby więc zrobić cokolwiek, co wymaga kontaktu z ludźmi, Julek musi prosić o pomoc brata.

Więc teraz wchodzi do sklepu RTV AGD za psychoterapeutą. Jest przerażony, chce uciekać, choć jego zadaniem jest tylko obserwacja tego, co się wydarzy. Wymazany szminką psychoterapeuta pyta sprzedawcę o telewizory LED. Ten odpowiada poważnie na wszystkie pytania, wyjaśnia techniczne skróty. W rezultacie terapeuta kupuje telewizor i to z dużym rabatem….

– Jesteśmy niewolnikami naszych przekonań, nie chcemy sprawdzać, czy są prawdziwe. Tymczasem wystarczy to zrobić, by zobaczyć, jak dużo sami wymyślamy. Wtedy nasze życie stanie się łatwiejsze – mówi dr Tomasz Srebnicki. – Można chodzić na psychoterapię w gabinecie i analizować siebie, ale zdarza się, że zmiana w myśleniu, jakiej wtedy dokonamy, nie przełoży się na zmianę zachowania i dalej będziemy robić coś, co nas krzywdzi. Można spróbować zmienić zachowanie, wpłynąć na zmianę myślenia o sobie, świecie, a więc na swoje przekonania – mówi dr Tomasz Srebnicki. – Tak właśnie zrobił Julek.

Człowiek sukcesu w prochowcu

Robert sięga po kluczki do audi, ale odkłada je na szafkę w holu. Wyciąga z szafy palto Hugo Bossa i odwiesza. W końcu zakłada kupiony w second-handzie płaszcz. „Gdzie jest właściwie przystanek autobusowy?” – myśli, wychodząc z domu. Czuje się dziwnie, zawsze rano się golił. Teraz na twarzy ma kilkudniowy zarost.

Robert tak sprawdza swoje przekonanie, że ludzie cenią go tylko dlatego, że odnosi sukcesy i jest silny. Dziś, kiedy skończył 42 lata, zaczęło go to męczyć, zastanawia się, kto mu pomoże, gdyby coś mu się stało. Eksperyment behawioralny zaczął od tego, że razem z psychoterapeutą wypisali rzeczy, które świadczą o tym, że nie jest silnym człowiekiem sukcesu. Po zmianie wizerunku czas na podniesienie poprzeczki i podważenie mitu twardziela. Robert dziś ma poprosić znajomych o pomoc: „Posiedź ze mną, pogadaj. Czy możesz?”. To trudne, bo w jego przekonaniu proszenie wyklucza siłę, a razem z nią jego męskość. Ale Robert zawziął się, a że jest naprawdę silny – prosi.

I wtedy staje się cud. I Roman, i Tomek, i Ewa – wszyscy chcą mu pomóc. Okazują sympatię. Kiedyś każdego z nich wsparł i oni to pamiętają. „A więc mam szacunek, nawet jak jestem w potrzebie…” – konstatuje.

Czy Robert robi to ze strachu przed przyszłym potknięciem? Nie. Ma tak naprawdę inny powód – 12-letniego syna. Nie umie się z nim dogadać. Nastolatek jest agresywny. Psychoterapeuta mówi, że tylko jeśli Robert przestanie być ojcem macho, dojdzie z synem do porozumienia.

Po ćwiczeniach z płaszczem i prośbami zaczyna inaczej z nim rozmawiać. Słucha go. Dowiaduje się, że pasją syna jest zbieranie kart z piłkarzami. Czemu przedtem o tym nie wiedział? Robert idzie z synem pograć w nogę – tak po prostu, zamiast ciągnąć go na lekcje tenisa.

W świecie kart i nogi na boisku to syn jest mądrzejszy. To on może dać coś ojcu: swoją wiedzę i doświadczenie. Nie musi już rozrabiać, żeby czuć się ważny i silny. Ma to, czego chciał – uwagę taty.

– Robert dał sobie szansę na zmianę przekonań – mówi dr Srebnicki. – Wie już, że można przyjmować od innych np. miłość i nadal być silnym. Bo siła nie wyklucza miłości, pragnienie jej nie osłabia siły.

Uwaga: pięć procent

Beata jest pewna, że jak wjedzie na Targową, na pewno będzie miała wypadek. Już raz tak było. Pijany rowerzysta wjechał pod koła jej samochodu, a ona, nie chcąc go zabić, uderzyła w latarnię. Od tego czasu unika tej części miasta. Dziś po kilku tygodniach spotkań w gabinecie terapeutycznym decyduje się stawić czoło swojemu lękowi i jechać razem ze swoim psychologiem na warszawską Pragę.

Beata prowadzi, psycholog siedzi obok. Są dobrej myśli… Mijają Teatr Powszechny i wtedy, jak w koszmarnym śnie, wjeżdża w nich tramwaj – na czerwonym świetle, łamiąc przepisy, wali w tył auta. Beata wrzeszczy na psychoterapeutę: „Wiedziałam! Miałam przeczucie! Po co dałam się namówić!”.

Co on robi? Kiedy Beata przestaje krzyczeć, sięga po złotą zasadę: „Znajdź w tym, co się stało, jakikolwiek plus!”. – Owszem, wypadek się zdarzył – mówi – ale nie jest tak straszny, jak sobie wyobrażałaś. Samochód jest uszkodzony w mniejszym stopniu niż poprzednio. Nie mamy wpływu na to, co się wydarzy, ale mamy wpływ na to, jak to przyjmiemy. Beata potrzebuje miesiąca, żeby zdecydować się na kolejną terapię w aucie. Pomaga jej to, na co zwrócił uwagę psycholog
– że świetnie poradziła sobie po wypadku: sama wezwała policję, pomoc drogową itd. Więc jeśli znów ktoś w nich wjedzie, ma już przećwiczony scenariusz, wie, co robić. Na szczęście nie dzieje się nic, przejeżdżają przez ulicę Targową kilka razy. Beata oddycha z ulgą. Czuje, że może już sama jeździć. Wie, że w razie czego…

– Eksperyment wymaga od psychoterapeuty przygotowania strategii poradzenia sobie w wypadku najgorszego z możliwych scenariuszy, czyli gdy obawy pacjenta się potwierdzą. Tak dzieje się w pięciu procentach przypadków – mówi dr Tomasz Srebnicki. – Zawsze wtedy trzeba dostrzec jakiś plus sytuacji.

Miesiąc w metrze i rocznica ślubu

Katarzyna wraca na psychoterapię: metro znów ją przeraża. Podczas rozmów w gabinecie psychoterapeuty okazuje się, że ten lęk jest jej potrzebny, żeby móc być słabą. Tylko w metrze może sobie na to pozwolić, bo poza metrem jest strasznie silna. Musi taka być, bo inaczej świat runie. Jest tego pewna.

Walkę z jej przekonaniem o byciu filarem świata psychoterapeuta zaczyna od podania jej numeru telefonu do firmy cateringowej. Katarzyna ma tam zamówić jedzenie na swoją 20. rocznicę ślubu, jednak boi się, że goście się obrażą, a mąż straci do niej cały szacunek, jeśli nie zrobi wszystkiego własnoręcznie. Jednak zgadza się zaryzykować. Pamięta, jak przygody w metrze jej pomogły. A więc niczego nie dotknie palcem, obiecuje terapeucie.

Kiedy zaczyna się przyjęcie (na 30 osób), drżą jej ręce, a na nosie pojawiają się kropelki potu. Czuje się tak, jakby kogoś zdradziła. Czeka, kto pierwszy powie, że impreza jest katastrofą, że wszystko jest nie tak, jak powinno być. Ale ludzie są zadowoleni, dobrze się bawią i niechętnie opuszczają jej dom na Żoliborzu. Kasia nie może uwierzyć, że choć sama nie ugotowała, nie doprawiła, nie podała, goście i mąż są zadowoleni.

– Cały kłopot tkwi w tym, że nie mamy chęci testowania rzeczywistości i zachowujemy się tak, jakby była ona taka, jak myślimy – mówi dr Tomasz Srebnicki. Eksperyment behawioralny jest po to, byśmy mogli te swoje przekonania sprawdzić, zobaczyć, czy są prawdziwe. A dzięki temu zmienić je lub stworzyć nowe.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>