fbpx

Felieton Tomasza Sobierajskiego: Wirtualne BHP

Felieton Tomasza Sobierajskiego: Wirtualne BHP
fot.123rf

Niezmiennie poraża mnie powszechna nieporadność w sprzedawaniu prywatności w sieci. Skąd potem to zdziwienie, że ktoś wykorzystał informacje przeciwko nam?
Nie widzieliśmy się od ponad dziesięciu lat, czyli od czasu zakończenia studiów. Wpadliśmy na siebie przypadkiem na ulicy. To dość trudne, kiedy żyje się w dużym mieście na dwóch jego krańcach. Ona zawsze mieszkała po tej „lepszej”, zachodniej stronie, gdzie lotnisko, butiki samozwańczych projektantów, prywatne teatry i rasowe psy. Ja od dawna jestem wierny azjatyckiej części, gdzie bazary, dzikie brzegi rzeki, ciemne zaułki i ludowe stroje z kreszu. Nie wiedziałem nic o Jej dorosłym życiu i, przyznam się bez bicia, dość rzadko zaprzątała moją głowę. Tyle spraw, tyle rzeczy, tyle snów. Mimo to ucieszyłem się, kiedy Ją zobaczyłem. Cześć, cześć. Jak tam, jak tam. Dobrze, dobrze. Miło, miło. To zobaczmy się jakoś – zaproponowała rzutem na taśmę. Zobaczmy się – odpowiedziałem. Znajdziesz mnie na fejsie – rzuciła znad ramienia i pobiegła przed siebie. Wróciłem do domu, wklepałem na klawiaturze Jej imię i nazwisko. Kliknąłem link do Jej profilu. Nie wysłałem zaproszenia, tylko zatrzymałem się na pierwszych informacjach o Niej – tych, które może przeczytać każdy, niezależnie od tego, czy ma dostęp do konta, czy nie.

Moją uwagę zwróciła gęsto wypełniona zakładka „Inne”. Zacząłem czytać. Po chwili zdałem sobie sprawę, że obmacuję Ją wirtualnie, zaglądam do Jej łóżka, torebki i głowy. Nie włamałem się na Jej konto, to były informacje, które dała mi, światu na tacy. Ale czy świadomie?

Dowiedziałem się, które restauracje lubi najbardziej, gdzie chodzi na sushi, na którym osiedlu mieszka i że jest w zarządzie wspólnoty. Który projektant urządzał Jej mieszkanie, a u którego chętnie kupuje koszulki z szarej dzianiny. Jaki jest Jej ulubiony sklep z bielizną i ten z butami. Gdzie kupiła zegarek i złotą bransoletkę. Że ma problemy z tarczycą, poddawała się depilacyjnemu usuwaniu owłosienia i że pod okiem znanej z telewizji dietetyczki pilnuje swojej tuszy. Gdzie chodzi na basen i na fitness. Kto jest Jej trenerem i kto wyciąga Ją z wody, kiedy się przytapia. Gdzie kupiła auto i gdzie wymienia opony. Poznałem Jej ulubione kino i festiwal filmowy. Ulubionych aktorów, reżyserów, malarzy i jednego rzeźbiarza. Wiem, do którego miasta jeździ na wakacje i w którym pensjonacie się zatrzymuje. Odkryłem, że uczestniczy w aukcjach obrazów i lubi antyki. Dowiedziałem się, w jakich klubokawiarniach spędza czas i co Ją śmieszy. Gdzie kupuje książki i jakich autorów czyta. Że woli morze niż góry, na którą grecką wyspę jeździ z rodziną i którą linią lotniczą lata najczęściej. Że odpoczywa przy zajmowaniu się ogrodem. Że wybielała zęby w lanserskiej klinice. Że kocha zajęcia z jogi, chodzi na solarium i gra w tenisa.

Bez trudu wywnioskowałem, że ma troje dzieci i w przybliżeniu byłem w stanie określić ich wiek. Wiem, w którym szpitalu je rodziła oraz kto zajmował się przebiegiem Jej ciąż i odbieraniem porodów. Poznałem Jej preferencje polityczne i światopogląd na wiele spraw: in vitro, aborcję, związki partnerskie i leczniczą marihuanę.

Nie mogłem czytać dalej, a pewnie dowiedziałbym się jeszcze więcej. Dzięki stu zalajkowanym przez Nią stronom siedziałem w Jej głowie. Byłem oszołomiony, ale i… życzliwy. A gdybym był stalkerem, wrogiem, oponentem, złośliwcem, zboczeńcem czy zawiedzionym kochankiem? Poznałem Jej ścieżki na mapie miasta, kraju i świata. Łatwo byłoby mi się do Niej dostać, spotkać Ją, złapać, zastraszyć, wkupić się w Jej łaski, podszyć, oszukać, zwabić i wykorzystać. Nie musiałaby mnie zapraszać do grona znajomych. Już wystarczająco dużo o Niej wiedziałem.

Od wielu lat za każdym razem, kiedy odkrywam takie sytuacje, zastanawia mnie, jak bardzo nieumiejętni jesteśmy w radzeniu sobie z wirtualną rzeczywistością. Nie ma tu różnicy, w jakim jesteśmy wieku i jakie mamy wykształcenie. Bezwiednie (?) odkrywamy się dla innych, a przecież tak łatwo możemy sterować tym, czego świat może się o nas dowiedzieć. Obwiniamy medialne korporacje o to, że nie chronią naszej prywatności i wykorzystują informacje o nas dla zwiększenia swojego zysku. Tymczasem to my jesteśmy winni, bo nie potrafimy chronić samych siebie. Może w szkołach, na studiach, szkoleniach i kursach dokształcania dla dorosłych powinno się uczyć ludzi tego, jak mogą chronić się w sieci? A może przydałby się przedmiot w szkole: „Wirtualne BHP”?

Wirtualny świat – w przeciwieństwie do realu – ma to do siebie, że w dużej mierze kreujemy go sami. Róbmy to z głową. A jeśli już chcemy wyrządzić sobie krzywdę, to nie zwalajmy winy na system, portale i ich właścicieli.

Nie skontaktowałem się z Nią przez fejsa. Zadzwoniłem. Przeprosiłem i powiedziałem, że się nie spotkamy. Nie umiałem złapać dystansu do Jej życia. Co nowego mogła mi powiedzieć o sobie? Powiedziałem Jej o tym wszystkim, czego się o Niej dowiedziałem przy minimalnym wysiłku z mojej strony. Zamilkła na dłuższą chwilę. „Boże” – jęknęła – „nie zdawałam sobie sprawy”. Odłożyła słuchawkę. Na drugi dzień usunęła swoje lajki, zaczęła chronić swoją prywatność, jednocześnie nie rezygnując z wirtualnego życia. Na jak długo?

SobierajskiTekst: Tomasz Sobierajski socjolog, kulturoznawca, metodolog, adiunkt UW

Czytaj blog Tomasz Sobierajskiego „Socjolog w podróży”