fbpx

Hanna Samson: Ratunku, zaraz się wyda!

Felieton Hanny Samson
123rf.com

Kobiety zwykle ciężko pracują na swoje sukcesy. A gdy wreszcie zostają docenione, czują się jak uzurpatorki i żyją w lęku, że świat dostrzeże ich niekompetencję.
Alicja (41 lat, matka dwojga dzieci) trzy lata temu sama wystąpiła o rozwód. Nie chciała dłużej być zdradzaną żoną, żyć w związku, w którym nie ma zaufania i bliskości. Ale dziś chyba nie pamięta, że to ona zakończyła to małżeństwo.

– Wcale mu się nie dziwię, że mnie rzucił. Ja rzeczywiście jestem beznadziejna.
– Ale to nie on cię rzucił – przypominam.
– I co z tego? Zaraz wywalą mnie z pracy.
– Dlaczego?
– Likwidują cały nasz dział!
– To dowód na to, że jesteś beznadziejna? – pytam z powątpiewaniem.
– Gdybym była dobra, to chyba by mnie nie zwalniali.
– Jak długo tam pracujesz?
– Sześć lat!
– Gdybyś była beznadziejna, chyba wcześniej by cię zwolnili?
– Może dopiero teraz się na mnie poznali.

Wiele kobiet bierze na siebie odpowiedzialność za wszelkie porażki. Szukamy winy w sobie, nawet za zdarzenia, na które nie miałyśmy wpływu. Za to przyczyny swojego sukcesu chętnie umieszczamy na zewnątrz siebie.

Joanna (34 lata) po kilku latach pracy w kobiecym tygodniku została nagle jego redaktorką naczelną. Cieszy się z tego? No jasne, zawsze o tym marzyła, ciężko pracowała, by kiedyś dojść tak wysoko. Ale jeszcze bardziej się boi. Od chwili awansu nie śpi po nocach, przewidując swoją wielką klęskę. – Oni na pewno zorientują się, że nie jestem taka dobra, jak myślą. Nie wiem, dlaczego mnie wzięli. Może dlatego, że mam najdłuższy staż w tym piśmie i byłam pod ręką.

Niedawno brałam udział w spotkaniu dotyczącym wychowania dziewczynek. Gdy powiedziałam o syndromie oszusta, który właściwie powinien się nazywać syndromem oszustki, bo znacznie częściej występuje u kobiet, po sali przeszedł szmer zrozumienia. Po spotkaniu podeszła do mnie kobieta: – Jakby o mnie pani mówiła. Od roku jestem prezeską dużej firmy i wciąż przeżywam lęk, że się wyda. Mam takie luki w wiedzy, ciągle się uczę, staram, nie sypiam po nocach, żeby nadrobić zaległości, ale w końcu mnie zdemaskują, zobaczą, że jestem słaba, że się nie nadaję…

Mogłaby tak mówić jeszcze długo, gdyby nie to, że inne czekały w kolejce. Te, które również rozpoznały się jako oszustki. Z każdym kobiecym awansem jest nas więcej. Uzurpatorki, które żyją w ciągłym strachu, że w końcu się wyda, że nie są na swoim miejscu. Nawet drobne niedociągnięcie może stanowić dowód naszej kompromitującej niekompetencji.

Mężczyźni zwykle nie mają żadnych wątpliwości. Odniosłem sukces? Awansowałem? To znaczy, że jestem najlepszy. Za to przyczyn własnych porażek chętnie upatrują poza sobą. Prędzej oskarżą cały świat, że rzuca im kłody pod nogi, niż pomyślą, że sami mogą być powodem swoich kłopotów. Problemy są zwykle „tam”, a nie w nich samych. Gdy mężczyzna przegrywa, to znak, że sprzysięgły się przeciwko niemu złe moce. Droga była za śliska, zadanie niemożliwe do wykonania, profesor chciał mu dać nauczkę, bo widzi w nim konkurenta. Porażka nie odbiera im talentów i zdolności, sukces jest tym, co im się należy.

Gdy przegrywa kobieta, to jest dla niej jasne, że za mało włożyła wysiłku, nie nadaje się, ma kiepską pamięć i w ogóle jest nieudana. Dla kobiet porażka to wynik ich słabości, za sukces odpowiada to, że miały szczęście.

Z tych różnych postaw wynikają różne konsekwencje, paradoksalnie korzystne dla kobiet. Kobieta, która czuje się oszustką, bardzo się stara, rozważa różne możliwości, dokształca się i osiąga coraz to lepsze wyniki. Mężczyzna, który odniósł sukces, bardziej zajmuje się jego konsumowaniem niż rozwijaniem siebie.

Oczywiście, od każdej reguły są wyjątki, jednak te kobiece i męskie skłonności znajdują potwierdzenie w wielu badaniach. Opisuje je Susan Pinker w świetnej książce „Paradoks płci”. Na przykład taki wynik: przed wykonaniem zadania kobiety zwykle przypuszczają, że wykonają je gorzej, niż potem naprawdę to robią. Ale to ich niczego nie uczy! Przy następnym zadaniu z tej samej serii nadal nie wierzą w siebie! Dlaczego tak się dzieje? „Moi koledzy ze studiów powtarzają, że nikt nigdy w nich nie wątpił. Przez całe życie towarzyszyło im przekonanie, że wszyscy wokół wierzą w ich sukces. Takich doświadczeń nie ma żadna pracująca naukowo kobieta, i to bez względu na swoje zdolności”– stwierdza kobieta z tytułem profesora w książce Susan Pinker.

Nasza wiara w siebie zależy też od informacji zwrotnych, jakie otrzymujemy od świata. Krytyczna uwaga wywołuje złość mężczyzny. Kobiety częściej reagują smutkiem albo wstydem. U kobiet złość wywołują osobiste zniewagi, ale nie negatywna ocena ich pracy. W sytuacji krytyki badane kobiety były bardziej skłonne do szukania winy w sobie niż mężczyźni.

I co z tym wszystkim począć? Poznanie problemu to pierwszy krok do zmiany. Pod warunkiem, że nie pójdziemy w ślady bohaterki opisanej przez Susan Pinker. Gdy awansowała, znajoma pokazała jej badania dotyczące syndromu oszustki, aby uśmierzyć jej niepokój. Na nic się to zdało! Kobieta uznała, że może inne mają syndrom, ale ona po prostu się nie nadaje! Była przekonana, że awans, który był wynikiem jej wieloletniej pracy, zawdzięcza szczęściu i polityce równych szans, a nie samej sobie.

Od lat wiadomo, że za każdym sukcesem mężczyzny stoi kobieta, która od początku jego kariery zdejmowała z niego troskę o codzienność, wspierała, obdarzała go wiarą w niego i podziwem. Kto stoi za sukcesem kobiety? Ona sama. Hej dziewczyny, nie jesteśmy oszustkami! Warto to w końcu zobaczyć!

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze