fbpx

Hanna Samson: W malinowym chruśniaku

W malinowym chruśniaku
123rf.com

Są kobiety, które potrafią przystosować się do każdej sytuacji. Co tam koszty, jakie ponoszą! Liczy się tylko to, żeby nikomu nie sprawić przykrości.
Co tydzień cieszę się na spotkanie z Martą. Z czym dzisiaj przyjdzie? Zawsze uzbiera koszyk drobnych zdarzeń, wyjmuje je po jednym i pozwala mi się przyglądać. Uwielbiam to. Kolejne sceny układają się w śmieszno-smutną całość, Marta opowiada tak, jakbym tam była, raz w tygodniu odcinek serialu z Martą w roli głównej. Jest lepsza niż Bridget Jones i kilka innych bohaterek razem wziętych. Barwna, inteligentna, wrażliwa, ma na koncie wiele sukcesów i częste lądowania w malinach. W ostatnim odcinku zagrała brawurowo razem z panią Wandzią.

Marta jest po rozwodzie, ma siedmioletniego synka i pracuje na odpowiedzialnym stanowisku w korporacji, bez pani Wandzi nie byłoby to możliwe. Pani Wandzia to wielka podpora, jest z nimi od lat, Marta traktuje ją jak członka rodziny. Dawno temu zawarły umowę, że pani Wandzia zajmuje się domem, gdy dziecko jest w przedszkolu, a teraz już w szkole, no a potem zajmuje się dzieckiem. Marta robi duże zakupy, ale jeśli czegoś brakuje, pani Wandzia ma to dokupić, pieniądze są zawsze w szufladzie, wszystko precyzyjnie omówione, więc chodzi jak w zegarku. No, prawie. Bo ostatnio nieco się rozłazi. I wcale nie jestem skora, żeby obwiniać o to panią Wandzię, choć faktem jest, że zaczęła gorzej sprzątać. Marta nie chciała jej zwracać uwagi, więc zatrudniła panią Halinkę, która doprowadza dom do porządku. Wprawdzie robi to w soboty, gdy Marta jest w domu i chciałaby spędzić czas spokojnie z Szymkiem, ale nie ma wyjścia. Pani Wandzi byłoby przykro, że Marta nie jest zadowolona z jej sprzątania. Ale co ja będę opowiadać, skoro to naprawdę świetny serial, choć budzi wątpliwości ideologiczne, jednak rozgrywa się w rzeczywistości, więc nie będę zmieniać. Akcja!

Scena I

Pani Wandzia orientuje się, że ktoś tu sprząta

Marta wraca z pracy, bałagan większy niż zwykle, pani Wandzia nie próbuje udawać, że dba o porządek. Jest naburmuszona. Dowiedziała się od Szymka, że inna pani sprząta.

– Jakby pani powiedziała, tobym mogła w soboty przychodzić i sprzątać. Zawsze by sobie człowiek trochę dorobił – mówi w końcu.

Marta chciałaby powiedzieć, że przecież płaci jej za sprzątanie, tyle że ona tego nie robi, ale nie chce urazić pani Wandzi, która jest z nimi tyle lat i jak członek rodziny, więc duka:

– Pani cały tydzień pracuje, nie chciałam pani zamęczyć.

Pani Wandzia, trochę udobruchana, ręce bierze pod boki i mówi z satysfakcją:

– Okna umyła, tak? Pani zobaczy, jakie smugi! – prowadzi Martę do salonu i pokazuje okno, ale nic nie widać, bo ciemno. – Ja nie będę po niej poprawiać – oświadcza. I już ani ona sama, ani Marta nie pamiętają, że tamta robi za panią Wandzię to, za co pani Wandzia też bierze pieniądze.

Scena II

Marta kupuje nowe ciuchy

Radośnie wraca do domu z pełnymi torbami, wcześniej wyszła z pracy i udało jej się pobiegać po sklepach, sweter, torba, buty, kobieta na jej stanowisku musi dobrze wyglądać, a do tego to takie przyjemne. Pani Wandzia wyraźnie zaciekawiona:

– O, nowe ciuchy! – sięga do torby, ogląda, sprawdza ceny.

– Fiu, fiu, nieźle się pani powodzi! Człowiek tyra całe życie, a pani tyle pieniędzy na szmaty wydaje – mówi z naganą. I całą radość Marty diabli wzięli.

Scena III

Pani Wandzia nie życzy sobie naczyń w zlewie

Poranny pośpiech, Szymek jeszcze śpi, Marta już ma wybiegać, ale pani Wandzia ją woła do kuchni.

– A co te naczynia tu robią? – pyta, pokazując zlew, w którym stoi kilka kubków. – Proszę wkładać do zmywarki.

– Zmywarka jest pełna – wyjaśnia Marta, choć chciałaby powiedzieć coś innego.

Pani Wandzia otwiera zmywarkę.

– Czyste! To nie mogła pani wyjąć i pochować?!

– Do widzenia, pani Wandziu, miłego dnia – Marta wybiega z kuchni, jest wściekła, ale nie chce tego okazać.

– Ale gospodyni! – dociera jeszcze do niej, nim zamknie drzwi.

Scena IV

Pani Wandzia zostawia liścik

Marta wraca wieczorem do domu, Szymek jest u ojca, na stole leży kartka od pani Wandzi. „W domu nie ma chleba ani masła. I proszę wyrzucać śmieci!”. Marta zagląda do szuflady. Może skończyły się pieniądze na zakupy? Nie, pieniądze są. Marta jest głodna, więc idzie do sklepu, po drodze wyrzuca śmieci. Jest zła na panią Wandzię, która miała pomagać jej w życiu. Jak zje i odpocznie, to jej przejdzie.

Scena V

Szymek u fryzjera

– Jak było w parku? – pyta Marta, gdy Szymek leży już w łóżku.

– Nie byłem w parku.

– A gdzie?

– U fryzjera.

Marta przygląda się jego włosom, ale nie ma śladów.

– Po co?

– Pani Wandzia farbowała włosy. A potem je zakręcała. – A ty, co robiłeś?

– Czekałem.

– Aha. Rozumiem – mówi Marta, choć tak naprawdę nie rozumie. Dlaczego pani Wandzia nie pójdzie do fryzjera, gdy Szymek jest w szkole? Przecież nie sprząta, nie robi zakupów, to mogłaby sobie wyskoczyć, zamiast go ciągać ze sobą.

Epilog

Nie, nie będzie żadnego epilogu, serial nadal toczy się w najlepsze od poniedziałku do piątku, to ledwie kilka scen, wcale nie najbardziej absurdalnych, bo nikt by mi nie uwierzył, że są prawdziwe. No, może nikt oprócz kobiet, które nie chcą sprawiać nikomu przykrości.

– I co ja mam zrobić? – pyta Marta bezradnie.

– Jak to co? Powiedzieć pani Wandzi, co o tym wszystkim myślisz! Określić z nią zakres obowiązków i sposób zajmowania się Szymkiem, a jeśli to jej nie odpowiada…

– Ale pani Wandzi będzie przykro! – Marta ma łzy w oczach. A Wandzia rządzi!

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze