fbpx

Mad Men, czyli panie przodem (Uprzedzam – liczne spojlery)

Jak opisać to wzruszenie, które mgłą zasnuwa oczy, to nieznaczne drżenie ręki, która trzyma kubek z kawą, kiedy w poniedziałek ranne wstają zorze, a ja już mam zassany nowy odcinek serialu „Mad Men” o pięknych i mądrych, za to niekoniecznie dobrych pracownikach agencji reklamowej w Ameryce lat 60.
Bo zaprawdę powiadam wam, dwa tylko są seriale słuszne i zbawienne na tym świecie, i jest to „Mad Men” i „Breaking Bad” – orzekać, który jest lepszy, to pozwalać na bratobójstwo. Oczywiście, nie obrażę się, kiedy miłośnicy „Rodziny Soprano”, „The Wire” albo „The Killing” spluną mi pod nogi – może, według kryteriów obiektywnych, prawda o najwybitniejszej wybitności serialu jest gdzie indziej, ale na pewno nie jest to moja prawda.

Oglądając „Mad Men”, dużo większą mam słabość do postaci kobiecych – chociaż mężczyźni, zwłaszcza ci wymoczkowaci i zakompleksieni, też są świetnie napisani. Główny bohater, Don Draper, przywódca stada ze skrzynią zamiast szczęki, nigdy nie wydawał mi się szczególnie pociągający, chociaż grzeszył malowniczo i nie raz się spocił, próbując zaszpachlować wszystkie rysy w życiorysie. Gdy w uznaniu zasług Don został porzucony przez żonę i w czwartym sezonie ruchem jednostajnie przyspieszonym pikował w dół, resztką sił zapisując przemyślenia w pamiętniczku, serial hipnotyzował jak kałuża roztopionych lodów.

Wszystko wskazuje na to, że piąty sezon to wielki powrót do dawnej formy: Don na drugim planie, przytłoczony przez kolejną żonę, młódkę w typie Anny Kariny z filmów Godarda, do tego była żona Betty, onegdaj porcelanowa lalka i królowa śniegu, taka szczęśliwa w nowym małżeństwie, że przypomina kopiec siana, i dwie poważne damy, najważniejsze w męskim stadzie: seksowna szefowa sekretarek Joan i copywriterka Peggy.

Pierwszy sezon rozpoczyna się na początku lat 60., ale wszystko jeszcze przypomina o latach 50.: kobiety w rozkloszowanych spódnicach, wystylizowane na lalki, meble kuchenne jak z plastikowego zestawu dla dzieci, pastelowe samochody. W Stanach Zjednoczonych trwa męska dominacja i tłamszenie kobiet. Podczas wizyty u ginekologa Peggy dostaje receptę na pigułki, ale z przyjacielskim zastrzeżeniem, że nie może zachowywać się jak „lafirynda, która się puszcza, żeby złowić męża”. Don, kłócąc się z klientką agencji, oświadcza, że „kobieta nie będzie się tak do niego zwracać”.

W pierwszym odcinku pierwszego sezonu Joan radzi Peggy, wówczas jeszcze nowej sekretarce, by pamiętała o ładnym wyglądzie i zawsze była czujna, a przy odrobinie szczęścia złowi męża i nie będzie musiała pracować wcale. Ale początek piątego sezonu pokazuje woltę, jaka dokonała się w życiu bohaterek przez ostatnie pięć lat: Joan poślubiła lekarza i urodziła dziecko, ale oddałaby wszystko, by móc wrócić do pracy i zgrzyta zębami, gdy matka przypomina jej, że do końca życia może leżeć i pachnieć. Z kolei Peggy, już jako uznana copywriterka, rekrutuje nowego pracownika, ale zostaje przez niego wzięta za sekretarkę. A szefowie swoje wiedzą: chociaż Peggy jest świetna, nowych klientów agencji reklamowej musi obsługiwać mężczyzna. Firma jest poważna, ale też nowoczesna i może sobie pozwolić na ekstrawagancje – zatrudnienie białej kobiety jako copywriterki, a czarnej jako sekretarki.

Kiedy Joan przychodzi do firmy ze swoim nowo narodzonym dzieckiem (spłodzonym, oczywiście, w czasie wiarołomnego porywu), nikt nie jest w stanie się nim zająć, i niemowlę wędruje z rąk do rąk jak niepotrzebna cegła. Przechodzi w ręce Peggy (która swoje dziecko oddała do adopcji), potem w ręce nowej żony Dona (która nie wie jak je trzymać), potem trafia do młodego wilczka Pete’a (który nieszczególnie interesuje się swoim synem), aż wreszcie wraca do Joan (która chętnie znowu puściłaby je w obieg). „Nie ma czegoś takiego jak miłość” – mówi w jednym z odcinków Don. –„Sprzedajemy wam różne wyobrażenia miłości, a wy w nie wierzycie”. Bezinteresowne uczucia oznaczają słabość, walka trwa i obejmuje wszystkich, ci, którzy odnieśli zwycięstwo, jutro zrozumieją, że zmieniło się w klęskę. Każdy dźwiga garb życiowych decyzji: stado zmęczonych wielbłądów, które odniosły sukces.

Piąty sezon „Mad Men” to połowa lat 60. Wszyscy znają już pigułkę, ale prawdziwa rewolucja seksualna i pierwsza fala feminizmu dopiero przed bohaterkami serialu. Młodość wbija zęby w starość, a starość flaczeje – biedny Don nie może nadążyć za swoją nową, wyzwoloną żoną, która nie ma nic wspólnego z poprzednią, robotem kuchennym Betty. Piętnastolatki, które czekają przed klubem na Rolling Stones’ów, paląc jointy, już wkrótce pokażą Mad Menom, co to znaczy dominacja kobiet.