fbpx

Sam@ w domu

To doprawdy bardzo przyjemny album. Kolejna jazzowa płyta brytyjskiego skrzypka od lat mieszkającego w Krakowie.

Zasiadam przy Internecie, bo chcę wiedzieć, jak to jest u innych z tym singlowaniem. Sądzę naiwnie, że już na pierwszej stronie znajdę zwierzenia kobiet skarżących się na samotny swój los.

Dzwoni Baśka. Gdy dzwoni, to się cała w słuch zamieniam, bo nikt tak śmiesznie nie opowiada o prawdziwym życiu: „Och, Andzia – mówi – wczoraj to ja inwazję z Plutona miałam w domu! Siostra z mężem, brat z bratową, siostrzenica i bratanek. Bratanek z ADHD i nowym aparatem cyfrowym po całym mieszkaniu biegał i pstrykał. Ze sto zdjęć zrobił, nikomu nie przepuścił, nawet pralka miała sesję zdjęciową z wirowaniem! A zjedli wszystko do gołego blatu. Po sześciu godzinach się zabrali, a ja zostałam z tym całym mandżurem, sprzątaniem, zmywaniem, do północy prawie się z tym po domu ganiałam… O Jezu, Andzia, jak dobrze, że ja już sama mieszkam, że nikogo na co dzień obsługiwać nie muszę, w białym szlafroku na tapczanie siedzę i w porze kolacji książkę sobie czytam. Ja tu już w życiu żadnego faceta nie wpuszczę. Umówić się, pokochać się, proszę bardzo, ale potem paltocik, czapeczka i jazda mnie stąd! Ja mam tu azyl. Gdy z pracy do tego mojego osobistego komfortu wracam, to ja mam oczy pięciogwiazdkowe. Ze szczęścia”. Moja Basia… Przed pięciu laty rozwiodła się z hukiem, niedawno wyprawiła córkę w świat, i dopiero teraz czuje smak życia.

Pies sam w domu

Czy Basia to dziwoląg? Przecież nikt nie chce być samotny. Gdy byłam panienką, mama mnie straszyła samotną sąsiadką, której nie ma kto herbaty podać, gdy chora. I powtarzała, że jak się będę ociągać z małżeństwem, to się zrobię wybredna i pryszcz na nosie narzeczonego będzie mi przeszkodą. Jej koleżanka miała 28 lat, gdy się na ślub zdecydowała, ale i tak, gdy pan młody dostał czkawki na weselu, to od niego uciekła, bo taka już się stała wymagająca.

Wyszukiwarka internetowa ma kosmiczną cierpliwość i odnajduje odpowiedzi na najgłupsze pytania. Można jej wpisać najdziwniejsze hasło, a ona zawsze coś wyłowi z cyfrowego oceanu wszechwiedzy. Wklepuję hasło: „sama w domu”, bo chcę wiedzieć, jak to jest u innych z tym singlowaniem. Trafiam na bloga pod tytułem „Pies sam w domu”. Pies okazuje się młodą, roczną, piękną (załączono konterfekt) suką rasy golden retriever, która bardzo nie lubi zostawać sama. „Bo ja przecież nie potrafię się sama nakarmić – goldenka żałośnie pojękuje, po polsku i na piśmie. – Nie umiem się obsłużyć i jak mam biegać po pokoju bez łąki!..”. Biorąc pod uwagę styl wypowiedzi i błędy językowe, mniemam, iż właściciel psa jest młodą, około dziesięcioletnią przedstawicielką rasy homo sapiens. Idę dalej, pomijam dramatyczne pytanie z jakiegoś forum: „Ile może zostać sama w domu świnka morska?”. Ile? Tyle, na ile ma żarcia w klatce – myślę złośliwie. Chyba że ma IQ wyższe niż jej opiekun, to wtedy może umrzeć z nudów wcześniej niż z głodu… Klikam dalej, szukając jakichś ludzkich zwierzeń, i trafiam na incipit „młoda mężatka sama w domu”. Rozwijam tę propozycję wyszukiwarki i okazuje się, że ta pani to też „wyszukiwarka”, ma ksywkę Nuna i podaje swój numer Gadu-Gadu, obiecując „słodkie doznania podczas czatowania”. Po chwili trafiam na inną mężatkę, która pisze: „Jestem dziś wolna, więc sobie posprzątam. Mąż pojechał do pracy, a ja nagotuję i nasmażę na tydzień do przodu. I popiorę sobie, a potem pomyję sobie wreszcie okna. No bo jak się po południu rodzinka zwali do chałupy, to już w ogóle nie będę miała czasu dla siebie!”. No, po prostu kabaret! Ale: wolnoć Tomku w swoim domku, każdy ma taką wolność, na jaką zasługuje.

Facet sam w domu

Wreszcie znajduję coś szczególnego: „Facet sam w domu”. Wideo z You Tube. Klikam w start filmiku i oczom mym ukazuje się rozkoszna scenka. 30-latek, tłusty jak świnka, bynajmniej nie morska, odziany w obcisłe body, oczywiście zapinane między nogami, z wielkim wyczuciem rytmu i kobiecym wdziękiem tańczy na ekranie! Wypina pupsię, kręci biodrami i pochyla brzuszysko wielkości lekarskiej piłki, a kiedy zaczyna się obracać, głęboki dekolt z tyłu ukazuje mocno owłosione plecy. Jego męskość w obcisłym trykocie jest tak dorodna, że mam wątpliwości, czy to aby na pewno natura tak go szczodrze obdarzyła. Kabaret, po prostu. Stary Kevin sam w domu…

Fasolka sama w rondlu

Czas na obiad. Wczoraj ugotowałam zupę jarzynową, rano namoczyłam fasolkę, zaraz ją przyrządzę po bretońsku. Ale gdzie ta fasola? „Gdzie ta fasola, co tu się moczyła w rondlu?” – wołam do męża. „W zupie – odkrzykuje mąż – wrzuciłem do zupy!”. No jasny gwint, surową fasolę do gotowej zupy wrzucił! Przecież zanim fasola zmięknie, to warzywa się rozpuszczą! „Dlaczego mi to zrobiłeś?” – wściekam się, bo to nie pierwszy raz taka niespodzianka i plan gastronomiczny zrujnowany. „Nie wiedziałem, chciałem dobrze”. „Co chciałeś dobrze, trzeba było zapytać, a nie się szarogęsić!”. „Nie krzycz na mnie w sprawie zupy – mówi mój mąż, który nigdy nie podnosi głosu – i nie besztaj mnie jak chłopca”.

Ale ja już się nakręciłam i nie umiem się zatrzymać, więc krzyczę jeszcze „do cholery” i „do diabła”, i „wszystko zmarnowane”, po czym on ze stoickim spokojem zwraca się do mnie czerwonej już z gniewu: „Moja droga, zachowaj proporcje, cóż znaczy w życiu całym jedna zupa mniej, a ty dramatyzujesz, jakbym sprzedał dziecko na targu”. Pozostało mi tylko poczucie bezsilności, bo z taką filozofią nie ma co dyskutować. Mogę tylko pomarzyć o swoim własnym mieszkanku, ze swoją własną kuchnią, w której bezpiecznie moczy się moja własna fasolka. Nikt nie chce być samotny? Uwielbiałabym samotność! Nie tak jak autodestrukcyjna autorka wiersza (oczywiście pt. „Sama w domu”), który znalazłam w internetowym portalu z poezją („kategoria: fantastyka, rodzaj: bez rymów, klimat: mroczny”): „Jestem sama w domu, w ciemnym pokoju, na dywanie leży moja słodka żyletka. A obok niej nóż. Mój czarny anioł stróż mówi – Tnij się”. No po prostu kabaret!