Wszystko w twoich rękach

123rf.com

Co to jest prawdziwa wolność? Według Juliusza Payota – zdolność
kierowania swoim życiem, a nie bezmyślne uleganie pokusom i nawykom.

Zosia, lat 23, zdolna, inteligentna, studiuje dwa kierunki, bo jest zainteresowana światem, chciałaby wiedzieć o nim jak najwięcej. Teoretycznie. Bo praktycznie Zosia mało czyta, uczy się na ostatnią chwilę, przekłada terminy egzaminów, i tak dalej. Dlaczego? Jest kompletnie bezradna wobec swoich przyzwyczajeń. Wstaje późno i snuje się po domu, w końcu włącza komputer, ale zanim się weźmie do pracy, chce zobaczyć chociaż jeden odcinek serialu, który zna już prawie na pamięć. I dobrze wie, że na jednym odcinku się nie skończy. Po trzech pójdzie do kuchni, zrobi sobie kanapki, jedząc, trochę poogląda, pójdzie wstawić wodę na herbatę, potem ktoś zadzwoni i wyciągnie ją na imprezę. I kolejny dzień jakoś zleci. Jutro Zosia weźmie się do pracy, ale najpierw obejrzy jeden odcinek ulubionego serialu, i tak dalej.

Ciągle spotykam ludzi, którzy nie potrafią sobą kierować. Nie są w stanie na nic się ze sobą umówić, bo wciąż ulegają pokusie, na której działanie sami się wystawiają. I cierpią z tego powodu. Można by dopatrywać się tutaj tendencji masochistycznych, gdyby nie to, że żyje im się przyjemnie i bez wysiłku, i w sumie wydaje się, że o to im chodzi, choć twierdzą, że chcieliby żyć inaczej. Być może działają tutaj ukryte w podświadomości tendencje autodestrukcyjne, być może podłożem jest bunt wobec zastanego świata, być może…Tak czy siak efekt jest jeden: trudno im realizować własne cele, bo sami dla siebie są największą przeszkodą.

Maciek, lat 32, właściciel małej firmy, jest wiecznie uwikłany w problemy finansowe, ściga go ZUS i urząd skarbowy, znajomi i była dziewczyna – wszystkim jest winien pieniądze, choć sporo zarabia. Od dawna nie odbiera pism z ZUS-u i urzędu skarbowego, a nawet jeśli odbierze, to na wszelki wypadek nie otwiera. Długów, które zaciągnął u przyjaciół, nie podlicza, żeby się nie załamać, wszystko „zapisuje” w głowie osobno: temu wisi 900 zł, temu 600, od byłej dziewczyny pożyczył najpierw 3 tysiące, potem znowu 3, potem… Maciek z trudem wydobywa z pamięci konkretne liczby, które jednak nie dają mu spokoju.

Ale skoro nie wie, o jaką sumę chodzi, trudno ułożyć jakiś plan jej spłacania, choć Maciek oczywiście chce to wszystko pooddawać, po to pracuje i zarabia, ale jakoś mu się nie udaje. Niedawno kupił nowy samochód, bo była okazja, nie mógł się oprzeć, więc wierzyciele muszą jeszcze poczekać. Gdyby wiedzieli, jak Maciek przez to cierpi, pewnie łatwiej byłoby im znieść zwłokę. A Maćkowi z tym cierpieniem łatwiej czuć się uczciwym człowiekiem – przecież gdyby tylko mógł, to by oddał, i kiedyś odda na pewno.

Dominika, lat 29, ma inny problem. Ciągle się złości, robi awantury, zraża do siebie ludzi, dwa razy przez swoje wybuchy straciła pracę. Można by się doszukiwać wielu powodów tej złości, bo nie miała łatwego życia i nadal nie jest z niego zadowolona. A największe problemy ma przez te wybuchy, nad którymi nie ma kontroli.
– Wczoraj znowu miałam atak złości – opowiada, a samo słowo „atak” pozwala przypuszczać, że nie zamierza przejąć kontroli nad własnym zachowaniem. Bo czy można mieć kontrolę nad atakami? Atak serca, atak wyrostka, atak woreczka – przychodzą nie wiadomo skąd, czyniąc człowieka bezradną ofiarą. Dominika przecież zachowywałaby się inaczej, gdyby to od niej zależało. Ale co ona może? Już w dzieciństwie jej wybuchowy temperament doprowadzał rodziców do rozpaczy.

– Kiedyś zobaczyłam na jarmarku pierścionek z niebieskim oczkiem, a mama nie chciała mi go kupić. Rzuciłam się na ziemię i tak wrzeszczałam, że w końcu sprzedawczyni mi go podarowała – Dominika uśmiecha się z satysfakcją do wspomnienia, w którym złość pozwoliła jej postawić na swoim. I nadal nie zamierza jej poskromić, bo nie widzi sposobu. Jej złość jest zresztą w pełni uzasadniona. – Bo jak taki dupek mi mówi, że nie rozumie, choć już trzeci raz mu tłumaczę, to ja nie mogę! – wykrzykuje, jakby chciała mnie przekonać, że błąd tkwi w innych, a nie w niej.

Niedawno trafiła mi w ręce książka Juliusza Payota „Wyrabianie charakteru podstawą moralności”. Już sam tytuł wskazuje, że to dzieło bardzo stare, nie na nasze czasy. I rzeczywiście, w Polsce wydano je w 1911 roku, daty powstania francuskiego oryginału nie zamieszczono. Przez wiele stron, które dziś czyta się z rozbawieniem, autor nakreśla mozolną drogę do wolności. Co to jest wolność? Zdolność kierowania swoim życiem, a nie bezmyślne uleganie pokusom, nawykom, namowom. Dziś książka ta mogłaby stać się bestsellerem, gdyby ją nieco przystosować do obecnej rzeczywistości. I zmienić tytuł na „Wyrabianie charakteru w tydzień”… Niestety, tak się nie da. Praca nad sobą to proces, który wymaga wysiłku, uporu i konsekwencji. I musi trochę potrwać, zanim wyjdziemy na wolność z pułapki własnych przyzwyczajeń.

Pamiętam anegdotę o dwóch chłopcach, którzy dowiedzieli się, że do ich wioski ma przyjechać Mahatma Gandhi. Słyszeli, że jest bardzo mądry i chcieli się okazać mądrzejsi od niego. Plan był prosty: jeden z nich miał trzymać w ręku za plecami żywego motyla i zapytać Gandhiego, czy ten motyl jest żywy, czy martwy.
– Jeśli odpowie: „żywy”, to szybko rozetrę go w dłoniach i powiem: „nie zgadłeś”. A jeżeli odpowie: „martwy”, to otworzę dłonie, a motyl rozłoży skrzydła i poleci – powiedział autor pomysłu.
Co odpowiedział Gandhi? Popatrzył na chłopca, uśmiechnął się i odrzekł: „Wszystko w twoich rękach, chłopcze”. I dobrze jest z tego korzystać.