fbpx

Relacje społeczne: matki i córki – czasem ciepło czasem dreszcz

matka i córka
123rf.com

Dziecko może być dla matki centrum wszechświata, ale i wielkim ciężarem. Matka dla dziecka zawsze będzie postacią centralną. Jaka by nie była.
Jest dla mnie najważniejsza na świecie” – tak o swojej mamie mówi 36-letnia Asia. „Nie wyobrażam sobie życia bez mojej mamy” – rozczula się Beata, która sama już jest mamą dwóch przedszkolaków. „Moja matka mnie nie lubi” – twierdzi 27-letnia Agata, a Karolina, 40-latka, mówi, że to ona zawsze się czuła matką swojej matki…

Matka i córka to skomplikowana więź, bo nie jest jedynie relacją dwóch kobiet. W tle, blisko albo nieco dalej, jest zawsze jeszcze ten trzeci: ojciec. Bez względu na to, czy faktycznie uczestniczy w życiu rodziny.

– Córka dlatego jest na świecie, że matka związała się z mężczyzną – mówi Paweł Droździak, psycholog i psychoterapeuta. – Gdy mamy te trzy punkty odniesienia, wiele zaczyna się wyjaśniać. Na przykład możemy przyjąć, że matka jest tak silnie skupiona na relacji z mężczyzną, że relacja z córką znika jej z pola widzenia, co może być przeżywane przez córkę jako porzucenie.

Nie bez znaczenia jest także płeć dziecka oraz to, czy było oczekiwane, czy przeciwnie. Także sposób, w jaki przyszło na świat: szybko i bezproblemowo czy może po wielogodzinnych zmaganiach matki. A ojciec: sprawdził się w swojej roli czy odszedł? A jeśli był – to tylko fizycznie czy także emocjonalnie? To wszystko składa się na to, czy matce i córce się uda: nawiązać dobrą relację, dogadać, wspierać się nawzajem i kochać. Bo do zagrania są dwie główne role, ale scenariuszy tego filmu życie może napisać bez liku.

Matka symbiotyczna

Gdy matkę opuścił mężczyzna lub w inny sposób ją zawiódł czy zranił, może ona całą swoją emocjonalną inwestycję umieścić w córce. To może zrodzić między nimi symbiozę w cierpieniu, będą się odnajdywać, dzieląc podobny los – zranienia przez tego samego mężczyznę. Ta wspólnota przeżyć daje poczucie bliskości i więzi, porozumienia bez słów. Na pozór – szczęśliwa relacja, pełna zgoda, ale… niech no tylko znów pojawi się jakiś mężczyzna. Zwłaszcza w życiu córki. Matka może poczuć się oszukana, zdradzona. W obawie, że utraci tę wieź, może wytrenować córkę tak, by ta nie związała się z żadnym mężczyzną.

– Sojusz między matką a córką, wyrosły wobec nieobecnego mężczyzny – męża i ojca – narusza rodząca się seksualność córki – twierdzi Droździak. – Trzeba więc wykorzenić seksualność, by mogła trwać więź. W taki sposób, by córka albo musiała się matką opiekować, albo zaczęła bać się mężczyzn.

Symbioza zrodzi się też, gdy ojciec przedwcześnie umarł. Może stać się dla obu kobiet albo idealizowaną z czasem legendą, której w rzeczywistości żaden mężczyzna nie dorówna, albo kimś, kto zostawił je same, może z problemami do rozwiązania albo kredytem do spłacenia.

W poczuciu winy bądź z wdzięczności za matczyny trud wiele córek czuje potrzebę rezygnacji z własnego, osobistego życia na rzecz zajęcia się matką. Mogą też do takiej opieki być „trenowane”.

– Bliska więź jest potrzebna, gdy dziecko jest małe. Jednak gdy charakter tej bliskości się nie zmienia i przedłuża, więź staje się patologiczna – mówi Paweł Droździak.

Matka rywalka

Ta sama płeć to dodatkowa więź, ale i powód do rywalizacji. Gdy córka dorasta i jej kobiecość rozkwita – u matki przeciwnie, uroda zaczyna przemijać. Na nieuświadomionym poziomie może zacząć się rywalizacja o względy mężczyzn, zazdrość o fizyczną atrakcyjność.

Paweł Droździak: – Pewna ambiwalencja w stosunku do córki może wynikać stąd, że z jednej strony matka córkę kocha, a z drugiej – gdy ta zaczyna dojrzewać i być istotą seksualną – pojawiają się wszystkie obawy związane z seksualnością, które matka umieszcza teraz w córce.

Jakie? Przed rozwiązłością córki, przed tym, że będzie wykorzystana, zdradzona albo zajdzie w przedwczesną ciążę. Pojawia się też nieuświadomiony lęk, że w tej rywalizacji kobiecości córka matkę wyprzedzi, zwycięży. Stąd niektóre matki nieustannie krytykują urodę swoich córek albo to, w co się ubierają jako nastolatki.

– Gdy córka dorasta, u matki pojawia się lęk o jej własną seksualność. Ale też chęć uchronienia swojego dziecka przed zranieniem i cierpieniem – tłumaczy Paweł Droździak. – Stąd te wszystkie kłótnie z nastolatkami na temat ubioru. Czasem sprawia to wrażenie, jakby matka w ten sposób odreagowywała na córce własną traumę z czasów, kiedy była tak ćwiczona przez swoją matkę.

Matka równolatka

Niektóre dziewczyny dorastają w poczuciu, że są matką własnej matki. Gdy zastanawiają się, co zrobić z jej smutkiem, jak ją rozweselić, gdy widzą jej nieporadność i bezradność w postępowaniu z ojcem alkoholikiem lub gdy są świadkami przemocy wobec niej i chcą stanąć w jej obronie. Także wówczas, gdy matka obciąża córkę problemami przerastającymi jej możliwości znalezienia dorosłych rozwiązań albo gdy szuka w niej sojuszniczki przeciwko ojcu, a nawet przeciw całemu męskiemu światu. Inna wersja matki niedojrzałej to matka nastolatka – ubiera się i zachowuje, jakby wciąż miała 16 lat, choć dawno przekroczyła już czterdziestkę lub pięćdziesiątkę.

W każdym z tych przypadków poczucie, że jest się dojrzalszą od swojej matki, może prowokować w dorosłym życiu do bycia nadopiekuńczą i odpowiedzialną w stosunku do innych osób, co w konsekwencji prowadzi do próby kontrolowania życia wszystkich wokół… A to męcząca perspektywa – i dla kontrolującej, i dla kontrolowanych.

Matka samodzielna

Jeszcze sto, dwieście lat temu matka samotnie wychowująca dziecko skazana była na poniewierkę, pobyt w przytułkach lub oddanie dziecka do ochronki. Żyjemy w czasach, w których dla wielu kobiet samotne rodzicielstwo jest świadomym wyborem – one nie liczą na partnera, mało tego – niekiedy nie powiadamiają go o tym, że zostanie ojcem. Takimi samotnymi matkami stają się nieraz córki, które widziały swoje matki upokorzone i uzależnione od męża. – Jeśli córka obserwowała, jak strategiczna dla niej osoba jest zupełnie bezradna, w przyszłości sama sytuacja zależności od kogoś może być dla niej tak przerażająca, że nie będzie w stanie żadnej „miękkiej” części siebie pokazać światu – twierdzi psycholog Paweł Droździak. – Jeśli w dodatku ani ojciec, ani matka nie zaspokajają jej dziecięcej potrzeby bezpieczeństwa, może wykształcić w sobie radykalną obronę przed jakąkolwiek sytuacją zależności.

Takie córki, gdy dorosną, mogą pragnąć dziecka, ale nie chcieć męża. Albo – zwiążą się z mężczyzną, ale nie będą nic od niego chciały, niczego potrzebowały, by nie stać się w jakikolwiek sposób zależne, bezradne.

Matka nieobecna

Bywa też, że matki przedwcześnie zabraknie. Dziennikarka Hope Edelman straciła matkę w wieku 17 lat i nie umiała sobie z tym poradzić. Pomocy szukała w czytelniach, bibliotekach, bez skutku. Jej książka „Córki, które zostały bez matki. Dziedzictwo straty” jest plonem 12 lat spotkań, rozmów z kobietami, które przeszły przez to samo co ona. W domu Hope temat śmierci matki był tabu – wszyscy żyli pozornie tym samym życiem co przedtem. A przecież strata matki nie była tylko faktem z jej biografii. – To był sam rdzeń mojej tożsamości, stan mojego bytu – twierdzi.

Żałoba po śmierci matki nigdy nie kończy się definitywnie. Zmienia intensywność, ale to droga, którą się idzie do samego końca, trwający całe życie proces przystosowywania się i akceptacji. Zwłaszcza gdy strata matki dotyka wcześnie i każe szybciej dorosnąć.

– Przekonując się w początkowych latach swojego życia, że relacje zależnościowe są nietrwałe, poczucie bezpieczeństwa jest efemeryczne, a definicję słowa „rodzina” można przeformułować, córka pozbawiona matki wykształca dorosły wgląd w rzeczywistość, choć wciąż pozostaje dzieckiem, wyposażonym tylko w dziecięce strategie życiowe – mówi Hope Edelman.

Córki pozbawione matki, bez względu na wiek, w którym zostały osierocone, mają cechy wspólne, m.in. dojmującą świadomość własnej śmiertelności, lęk przed utratą najbliższych, szukanie u partnera miłości rodzicielskiej. Ale także większą świadomość życia, która pomaga podejmować decyzje.

Matka psychopatka

Niestety, od życia bez matki niekiedy trudniejsze bywa życie z matką – w piekle krzywd i poniżenia, jakie zgotowała swoim dzieciom.
Znany filozof i religioznawca, prof. Zbigniew Mikołejko, zszokował niedawno opinię publiczną, gdy wyznał w książce „Jak błądzić skutecznie”, że był przez matkę maltretowany i katowany. I że to cierpienie ciągnie się za nim całymi latami, miało i ma decydujący wpływ na całe jego życie. Mówiąc głośno o tym, o czym inni wolą milczeć, zastosował swoistą autoterapię. Zrobił to, żeby – jak sam mówi – nie rozpaść się na kawałki, zrzucić z siebie ciężar, który dźwiga już ponad 60 lat. Tym samym wskazał drogę innym.

– Moje dzieciństwo było tak drastyczne, tak naznaczone poniżeniem, przemocą, nędzą i strachem, że do końca życia będę musiał do niego powracać, starając się z niego jakoś wyzwolić – tłumaczył decyzję upublicznienia swojej prywatności. – I nie widzę innej możliwości, jak arcyszczere mówienie o tym. Nie da się uciec od jego powracających widm – trzeba zdobyć się na odwagę i przyjrzeć ich obliczom.

W telewizyjnym wywiadzie na pytanie, dlaczego matka go tak katowała, jako jedną z przyczyn podał to, że przypominał jej ojca, który od nich odszedł. – Matka bardzo kochała mojego ojca. Z czasem miłość do niego przekształciła się w nienawiść. A ja byłem jego ucieleśnieniem – wspomina Mikołejko.

Razem i osobno

Każda matka (no, prawie każda) to również matka akrobatka (stanie na głowie, by cię chronić) i matka adwokatka (zawsze cię obroni). Także matka wariatka (szaleńczo zakochana w swoim dziecku, starająca się mu zapewnić „wszystko, co najlepsze” i czego często sama nie miała).

Zresztą zbiór typów relacji z matką może być jeszcze bogatszy. Gdy ojciec wiąże się z inną kobietą albo gdy córka wychodzi za mąż, dochodzą także mniej lub bardziej matczyne relacje z macochą czy teściową, będącymi dla niektórych z nas jak matki, albo z którymi żadna bliskość nie jest możliwa… Trudna, ale naturalna przemiana czeka córki również wtedy, gdy będą musiały zaopiekować się starzejącą, chorą matką – role się wtedy odwracają, dziecko staje się opiekunem, a matka kimś, kto wymaga wsparcia. Z czasem większość z nas, córek, także zostaje matkami. Często dopiero wówczas akceptujemy w matkach to, z czym się nie umiałyśmy lub nie chciałyśmy utożsamić lub z czym wręcz walczyłyśmy.

– To, przed czym córka ucieka w swoim życiu, to być „jak matka” – uważa Paweł Droździak. – Wciąż ma wyobrażenie, że jest inna, lepsza i stanowi zaprzeczenie swojej matki. Powiedzieć kobiecie: „Jesteś jak twoja matka”, to często ugodzić w samo serce. A jednak matka jest zaprzeczoną częścią córki. Nawet jeśli nie identyfikują się ze sobą. I może tak się zdarzyć, że dopóki matka żyje, córka ucieka przed utożsamianiem się z nią w jakiejś części. Gdy matka umrze – córka zatrzymuje się, by matkę w sobie ocalić. Żeby jednak pojawiła się prawdziwa odrębność – a nie tylko rozpaczliwe zaprzeczanie zależności – powinien nastąpić moment, kiedy zarówno złe, jak i dobre rzeczy w matce zostają odnalezione.

Nawet jeśli twoja relacja z matką bywa trudna, jeśli wiele jej zarzucasz i nie jesteście sobie bliskie, prawda jest taka, że czy chcesz, czy nie, jesteś częścią swojej matki, a ona – częścią ciebie.

Tylko gdy obdarzysz matkę szacunkiem, jaka by nie była, będziesz też szanować siebie. Bo jesteś z Niej. Całkiem odrębną od matki być się nie da. A protest przeciwko niej wynika z tęsknoty za bliskością, której może nie doświadczyłaś, bo matka nie umiała – choć wcale nie znaczy, że nie chciała – ci jej dać.

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>