Kobiety w podróży: Wyprawa na Saharę

kobiety w podrozy
123rf.com

Podróż na pustynię to doświadczenie graniczne – mówi Sylwia Huber kulturoznawca, pilot i przewodnik, współwłaścicielka biura podróży. Znajdujesz się w miejscu, które jest najmniej przyjazną dla życia przestrzenią na świecie.
Taka podróż w każdym zostawia ślad. I we mnie każdy pobyt na Saharze coś zmienia. Mam na myśli podróże przez pustynię realizowane w tradycyjny sposób: w karawanie dromaderów, z noclegiem pod gołym niebem bądź w beduińskim namiocie, z gotowaniem na wolnym ogniu, bez zasięgu w telefonie i lodówki z chłodnym napojem. Podczas pierwszej wyprawy pokonywałam pierwotny lęk przed tym, czy przetrwam – czy mnie nie ukąsi skorpion, czy poradzę sobie w południowym upale i podczas burzy piaskowej. Potem przyszedł czas na poznanie ludzi pustyni, od których wiele się nauczyłam, na przykład koncentracji na każdej wykonywanej czynności: objuczaniu wielbłąda, parzeniu herbaty, wyrabianiu chleba…

Mieszkańcy Sahary mają niebywały spokój i umiejętność przyjmowania wszystkiego, co przychodzi. My, ludzie Zachodu, próbujemy na wszystko wpływać. A pustynia jest ogromna i uczy pokory do życia, do natury. Pierwsze spotkanie z pustynią? Noc spędzona na obrzeżach Sahary, gdzieś na południu Tunezji. Rozbudziła moją ciekawość i uświadomiła, jak bardzo ta wielka pustka intryguje i przyciąga. To dzięki pustyni zdobyłam się na odwagę, aby porzucić pracę w jednym z największych biur podróży i rozpocząć własną drogę. Pustynia daje dużo miejsca na to, by spotkać się ze sobą, przemyśleć swoje wybory, możliwości, być może pokonać własne lęki i ograniczenia. Jest tu mało bodźców, które mogą rozproszyć. Ponadto monotonna wędrówka, jednostajny rytm każdego dnia pomagają w wyciszeniu. Po prostu bardzo dobre warunki do medytacji i rozmowy ze sobą. Stały kontakt z nią bardzo mnie zmienił. Wytworzył we mnie gotowość i otwartość na wszystko, co niesie ze sobą życie i siłę do tego, żeby się z różnymi rzeczami mierzyć. Dał mi też dużo spokoju, który towarzyszy mi w różnych sytuacjach, a jeszcze parę lat temu bym go nie miała.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »