fbpx

Kliknij amen

Materiały prasowe

Łączenie z Bogiem jest możliwe. Kosztuje 25 złotych, a w razie nieuiszczenia rachunku – nie chodzi o rachunek sumienia – spowiedź jest nieważna. Najistotniejsze: kaliber transferowanych grzechów – bez znaczenia.

Zapisałam się na religię, bo bardzo chciałam być jak inne dzieci. A poza tym w kościele pachniało tak kusicielsko dopalającymi się świecami i kadzidlanym dymem! Rzeźbione chatki konfesjonałów, zamglone światło z witraży, nieruchome postacie świętych zaklętych w kamień i wielkie, długie zęby organów nad głową… Dla dziecka to baśń, magia i żywy cud. Klękałam jak zaczarowana przed obrazem Chrystusa, którego serce płonęło i było źródłem łask. Pragnęłam być blisko niego, bo był bardzo piękny i patrzył wprost na mnie. I pragnęłam rytuału. Klękania, rąk składania i mówienia „amen” głosem uroczystym i smutnym. W czasie mszy przyglądałam się badawczo dorosłym, którzy od ołtarza wracali z opuszczonymi głowami i zaciśniętymi ustami. Byli wtedy zupełnie inni niż na co dzień: cisi, samotni, całkiem niewszechmocni. To był widok upajający dla dziecka, które przecież w hierarchii społecznej zajmuje szczebel najniższy, zaraz po psach i kotach!

Komunia na żądanie

Moi rodzice żyli pomiędzy porzuconą wiarą ojców a marksistowsko-leninowską doktryną wtłoczoną im do głów w procesie szkolnej edukacji.

Ochrzcili mnie na wszelki wypadek, gdzieś „daleko od szosy”, w odległej, malutkiej wiosce, prędko i po cichu. Do pierwszej komunii poszłam „na żądanie”. Chciałam, ponieważ dzieci z mojej klasy przygotowywały się do tego sakramentu. Nawet te, które potem, w 1968 roku, zniknęły z miasta. Chciałam komunii, pragnęłam wspólnoty – w życiu dziecka to rzecz zasadnicza, ponieważ jego dusza jest jeszcze niesamodzielna i bez łączności ze stadem umiera.

Pierwsza spowiedź to było wielkie przeżycie: nagość duszy, którą należy pokazać pomimo wielkiego lęku i wstydu. To była oczywista inicjacja. Dzieci niby to plotą trzy po trzy, a w istocie bardzo są zamknięte, najdotkliwszych przeżyć nie wyjawiają czasem nigdy. Bo nie potrafią znaleźć słów, bo nie rozumieją, co czują, bo nie mają żadnych punktów odniesienia. Religia daje dziecku szansę – masz osiem lat i musisz zacząć mówić o najgorszym… Podchodzisz do konfesjonału, klękasz przy kratce i szepczesz, drżąc na całym ciele, że kiedy tata cię bije pasem, to mu życzysz, żeby go samochód przejechał. Dalej mówisz, że kopnęłaś psa, bo zeżarł ci lalkę i na koniec – ile razy nie umyłaś zębów. Jeszcze chwila mdłości przy całowaniu stuły niezbyt świeżej, jeszcze pokuta sprawiedliwa i odprężająca i odlatujesz lekka i prosta jak promień w dzień jasny.

Lubię odcierpieć swoje, a potem wrócić do życia, dlatego spowiedź uszna odpowiadała mi, gdy byłam dzieckiem. Ale potem przestałam ufać ludziom, księżom, samemu Bogu i skończyły się sakramenty. Moja dusza wyodrębniła się całkiem. Szukałam innych sposobów wyrażania żalu, zachodziłam na spotkania alternatywnych niekatolików chrześcijan: protestantów, prawosławnych, zielonoświątkowców, ale spowiedź powszechna i chóralne wołanie w niebiosa mnie krępuje. I żenuje mnie ta łatwość publicznej inwokacji, uzdrawianie chromych i paralityków w pięciominutowych sekwencjach, denerwuje kreacja Boga o ludzkiej psychice. Sądzę, że pozostałam metafizycznie nieśmiała… Dziś wszystko, co wciągnąć by mnie chciało w obszar tzw. duszy zbiorowej, przeraża mnie. Próbowałam kontaktów z psychoterapeutą, bo to jest przecież nowoczesny spowiednik i naprowadzacz na uczciwą drogę, jednak i taki sakrament, zwłaszcza za 200 zł na tydzień, nie jest dla mnie. Nie wierzę nikomu, kto bierze takie pieniądze, wiedząc, ile zarabiam. (Za opinię o wierszach biorę 50. A jak mnie kto wzruszy, to czytam za darmo).

Ostateczne rozgrzeszenie

Usłyszałam o możliwości spowiedzi przez Internet i… W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, Enter. Trafiam na stronę www.ojciec-dyrektor.de i w pełnym zaufaniu rozpoczynam procedurę. Bo jeśli mi wyskakuje piękna witryna, to ufam!, że trafiam pod właściwy adres. Mogę śmiać się i bać księdza Rydzyka, ale przecież z sakramentów on kpić nie może, boby go z Kościoła wyrzucili. Klikam więc kolejne pytania o rachunek za grzechy i ostatnią pokutę i odpowiadam, wybierając „tak” lub „nie”, a czasem „nie wiem”.

Automat dopuszcza mnie do sakramentu. Wypełniam więc ramkę pod hasłem „grzechy”, wpisując jakieś błahe uczynki, bo to przecież spowiedź próbna. Otrzymuję komunikat, by przejść do ostatecznego rozgrzeszenia, i mam sprawdzić, czy to, co wpisałam, jest zgodne z Prawdą Najwyższą. O, matko, a co to jest Prawda Najwyższa? Czy ja to wiem? Całe życie się nad tym głowię! Ale klikam OK, bo trzeba iść dalej, i rozpoczynam połączenie z Bogiem (nie do wiary!), trwa transfer grzechów, pojawiają się kolejne krzyże oraz informacja, że pokuta to dzieło naprawy przez przylgnięcie do prawdy. A na koniec mam odmówić trzy razy „Zdrowaś Mario” i przelać 25 zł, pobierając formularz wpłat. „W razie nieuiszczenia rachunku spowiedź jest nieważna!”. A to pijawka kościelna, myślę sobie, pokuta przez przylgnięcie do konta! Cofam się do ramki z grzechami. Teraz wpisuję grzech najcięższy: „zabiłam dziecko”, i powtarzam procedurę. Wyskakuje mi rozgrzeszenie z „nadzieją poprawy dużą” i znów 25 zł do skasowania. Dałam się nabrać! A przez chwilę sądziłam, że to na poważnie, oburzałam się i pomstowałam nad zepsuciem obyczajów osób duchownych. W końcu mam jakieś realne ku temu powody! Księża to są zwykli ludzie, tylko inaczej się ubierają. Też grają w piłkę, pożądają dóbr materialnych, mają apetyt na życie, a tylko niektórzy doskonalą się duchowo i zgłębiają tajniki wiary.

Episkopata stworzenie świata

Po tym blamażu przechodzę na prawdziwe katolickie strony: Katolicki.net, Opoka, Przeznaczeni.pl. Po kilku godzinach czytania pojęłam rozmiary dyskusji na temat spowiedzi online. Na forach dyskutują na ten temat zawzięcie i księża, i wierni. Dla tych, co już w sieć Internetu złowieni dawno, dla niepełnosprawnych, dla nieśmiałych, dla emigrantów z odległych zakątków świata, byłoby to rozwiązanie dobre. Jednak episkopat wciąż odpowiada: „w Internecie nie ma sakramentów”. I nie pomogą mikrofon, kamera, głośniki. Arcybiskup Życiński powiedział, że nie praktykowano dotąd spowiedzi przez list w butelce, przez telefon i to samo dotyczy Internetu. Ale Internet to nie jest jakiś tam sobie zwykły wynalazek. To Genesis! Początek Nowego, Stworzenie Świata! Dziś nikt nie przewidzi, jak się potoczą losy ludzkości złapanej w sieć! To tylko Bóg jeden wie.