fbpx

Tomasz Jastrun: Jaki kolor ma Bóg?

Tomasz Jastrun: Jaki kolor ma Bóg?
123rf.com

Kiedy odpowiedziałem „tak”, miałem wrażenie, że ogłaszam mu wyrok śmierci.
Dla naszego dwuletniego Frania jesteśmy bogami. Musi jednak zobaczyć, że to nieprawda. I że sam jest tylko niewierną kopią milionów ludzi. Drugi synek, nasz Antoś, kończy sześć lat i nadal chce rządzić światem, a nawet nie rządzi swoimi emocjami. Nie ma natomiast już złudzeń wobec naszych ludzkich słabości. „Mama, ty jesteś beznadziejna w szlaczkach!”, woła. Nawet w zerówce pomaganie dziecku w lekcjach bywa teraz ryzykiem, co będzie potem? Kiedy widzę ludzi z trójką dzieci, wzdycham: „Jacy dzielni, my z dwójką nie za bardzo dajemy sobie radę”. W odpowiedzi szczęśliwi rodzice szepcą: „Przytrafiło nam się. Jak poskrobać, to drugie też się przytrafiło, a może i pierwsze”. Przygniatająca większość ludzkiego świata jest „z przytrafienia się”. Czy więc życie na Ziemi nie powstało przez nieuwagę? Kto się zagapił? Nie mnie pytać. Ja ateista. Ale przyznaję, że nie rozumiem istoty naszego istnienia, najbardziej zaś zdumiewa mnie nasza samoświadomość. Co za niezwykła bestia. A może cały wszechświat też się zagapił? Nagle nastąpił wielki wybuch. Wcześniej musiał być jednak niewybuch. Kto był nieostrożny?

Ateiści w Polsce to mniejszość, mnożą się natomiast agnostycy. Czyli czujący, że jakaś nieznana, a przemyślna siła stworzyła świat. Jak mogła być bezmyślna, skoro my potrafimy myśleć? Ja nawet agnostykiem nie jestem. We wczesnym dzieciństwie odmawiałem przed snem: „Aniele boży, stróżu mój…”. Potem już nie chciałem. Wtedy przyjaciel domu, poeta ksiądz Jan Twardowski, pochylał się nade mną w nadziei, że przekona mnie do istnienia chociaż Ducha Świętego. Widzę z okien naszej redakcji, na tyłach kościoła ss. Wizytek, miejsce, gdzie męczyliśmy się ze sobą – i nic. Posiadam w biografii jeszcze drugiego księdza, który walczył o mą duszę. Dał nam pozwolenie na ślub kościelny, ale nie bez walki sumienia, moja Ewa uparła się. A ja miałem słabość nie tylko do przyszłej żony, ale też do magii świątyni, to znowu kościół ss. Wizytek. Ów ksiądz z małego kościółka na warszawskiej Ochocie długo walczył o me zbawienie. Kiedy przypadkiem spotykaliśmy się, stawał na palcach i zaglądał mi jakby do środka: „Nawrócił się? Jezus Maria, jeszcze nie!”.

Teraz po sporach z żoną zgodziłem się, by posłać Antosia na lekcje religii. Chrześcijaństwo to niezwykła opowieść, na niej oparta jest duża część śródziemnomorskiej kultury. I pamiętam, jak we wczesnym jeszcze dzieciństwie moja wiara, co prawda mała i niepewna, nasyciła mi jednak świat barwą ciemnego miodu.

Znajomi ateiści (każda mniejszość to trochę getto) zjeżyli się na mnie, że ich zdradziłem, posyłając dziecko na religię. W luksusie naszej bezpiecznej wolności Polska jeszcze nigdy nie była w takiej dobrej sytuacji, zdumiewające są te nasze wojny domowe, ze smoleńską na czele.

Antoś przyszedł z pierwszej lekcji religii głęboko poruszony. „Tata, a czy ty wiesz, że to Pan Bóg stworzył ludzi”. „Coś już o tym kiedyś słyszałem”, mówię. Wcześniej nieraz Antoś pytał: „Skąd wziął się świat,

co się dzieje, kiedy człowiek umiera? A ja, czy ja umrę?”. Tu poczułem, jak serce mi staje. Kiedy po chwili strasznego milczenia odpowiedziałem „tak”, miałem wrażenie, że ogłaszam mu wyrok śmierci. Pogodził się jednak z losem bez trudu. Dzieci radzą sobie ze śmiercią lepiej niż dorośli, traktują ją naturalnie.

Po lekcjach religii Antosia zaczęły męczyć pewne boskie szczegóły: „Jaki kolor ma pan Bóg? Jest biały, brązowy czy czarny?”. Pomyślałem: „I masz babo placek”.

Jak mu to wytłumaczyć? W końcu wykorzystując jego miłość do liczb, podsuwam mu myśl, że Bóg jest liczbą – wielką liczbą. „A liczba nie ma koloru”, woła zadowolony z odkrycia.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>