fbpx

Teściowa i synowa: budowanie części wspólnej

Teściowa i synowa: budowanie części wspólnej
123rf.com

Teściowa – synowa. Jedna z trudniejszych relacji rodzinnych. Pozbawiona więzów krwi i wzajemnej historii, ale silnie naznaczona stereotypami. Jak żadna inna wymaga wzajemnego taktu i pracy.
Kinga, (29 lat, dwa lata po ślubie): – Nasłuchałam się od koleżanek opowieści o wrednych teściowych. Kiedy więc zaczęliśmy z Jarkiem chodzić na poważnie, przyglądałam się jego matce z rezerwą. I jakież było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że jest ciepła, ma poczucie humoru i zdrowy stosunek do swojego syna. Mówimy sobie po imieniu, bo zgodnie uznałyśmy, że zwracanie się do niej „mamo” to absurd. Nie wtrąca się w nasze sprawy, co prawda za wiele nam też nie pomaga (jest lekarką), ale wolę to niż siedzenie nam na głowie.

To nieczęsta opinia o teściowej. Na ogół są skrajnie inne, a ona sama bywa przedmiotem kpin. Ma to oczywiście swoje uzasadnienie w rzeczywistych zachowaniach wielu teściowych (wścibskich, narzucających się, wszystkowiedzących). Ale czasem to nie zła teściowa generuje niedobre relacje, tylko… stereotypy, które wywołują niedobre wzajemne nastawienie. Przed uleganiem im przestrzega psychoterapeutka Janina Węgrzecka-Giluń. Uważa, że trzeba dać sobie czas na poznanie się, na zbudowanie kontaktu. Wtedy może okazać się, że obiegowe sądy w ogóle nie pasują do relacji, która dopiero zaczyna się tworzyć. Co nie znaczy, że będzie łatwo. Bo to jedna z trudniejszych rodzinnych relacji. Prym w trudnościach wiedzie związek teściowych i synowych.

– Trzeba pamiętać, że teściowe to także matki i kobiety, odgrywające inne ważne role w swoim życiu. Te, które nie mają bliskiego związku w małżeństwie, zawieszają całe swoje życie na dzieciach. Wraz z wyjściem ostatniego dziecka z domu doświadczają życiowej pustki – mówi Janina Węgrzecka-Giluń. – Nie każda kobieta potrafi sobie poradzić z tzw. syndromem pustego gniazda. Dlatego ważne, jaką w tym momencie wybierze drogę swojego dalszego rozwoju. Te kobiety, które nie chcą wyjść z pierwszoplanowej roli matki, zaczną generować problemy. Najczęstszym z nich jest dawanie sobie prawa do ingerencji w życie młodego małżeństwa, przekraczania postawionych przez nie granic. Dwoje ludzi na początku wspólnej drogi ma prawo popełniać błędy, bo stanowią one ważne doświadczenia, z których mogą czerpać wiedzę o życiu. Gdy natomiast teściowa jako osoba bardziej doświadczona chce dzielić się swoją mądrością, to oczywiście nie ma w tym nic złego. Pod warunkiem że forma, w jakiej to zrobi, będzie przez młodych do przyjęcia. Teściowa nie powinna jednak uzurpować sobie prawa do wkraczania na ich terytorium.

Matka musi rozstać się z synem

Beata, 36 lat, sześć po ślubie z Michałem: – Moja teściowa podkreśla na każdym kroku, że wie lepiej, co jest dobre dla jej synka: Michaś na śniadanie lubi jajka w koszulkach, na obiad koniecznie musi być mięso, na kolację placuszki. Najbardziej mnie rozsierdziła, jak co rusz przypominała, że jej synek chodzi tylko w prasowanych skarpetkach. „Kto to słyszał, żeby prasować skarpetki!” – odpowiedziałam bez zastanowienia i od tej pory mam u niej przechlapane. Niestety, nie tylko u niej. Także u męża, który na początku małżeństwa dystansował się od matki, a teraz chce, abym robiła to co ona.

Janina Węgrzecka-Giluń: – Sytuacja, w której to teściowa ustala styl życia, zasady i normy, według jakich ma funkcjonować małżeństwo syna, niczego dobrego nie wróży. Kiedy przychodzi moment rozstania matki z synem, musi ona zrozumieć, że jej dotychczasowa rola ulega zmianie. Fakt, że wiąże się on z inną kobietą, nie oznacza, że przestanie kochać matkę i jej potrzebować. Zmienia się tylko charakter ich dotychczasowego związku i forma dalszego kontaktu. Syndrom pustego gniazda najtrudniej przechodzą te kobiety, które brak dobrych relacji we własnym małżeństwie kompensują sobie głęboką relacją z synem. Trudno im pogodzić się, że ma on swoje autonomiczne życie i dzieli je już z inną kobietą. Oczekują, że będzie nadal funkcjonował według ich wskazań, modelu, który matki uważają za najlepszy.

Zdaniem psychoterapeutki wiele konfliktów powstaje także wokół wartości, rytuałów, przekonań, jakie wnoszą do nowej rodziny zarówno synowa, jak i teściowa. Jeżeli znacznie się one różnią, a jedna ze stron uważa, że wzorce z jej domu rodzinnego są jedynie słuszne, wówczas dojdzie do konfliktu. Teściowe mogą sprzymierzać się ze swoimi mężami przeciwko synowej. Wykorzystują wówczas każdą okazję, aby nakręcać spiralę niechęci wobec niej, punktując jej słabe strony: „Zobacz, przecież ona wszystko knoci, zmarnuje nam naszego syna!”. Teść na ogół popiera żonę, bo nie chce wchodzić z nią w konflikt, choć może mieć inne zdanie.

Oddaję ci swoją córeczkę

Błażej, 42 lata, od 12 mąż Izy: – Mój teść od początku nie pałał do mnie sympatią. Pytał mnie zresztą wprost, jak ktoś taki jak ja, czyli artysta malarz bez stałego etatu, może zapewnić dobrą przyszłość kobiecie? Był przeciwny naszemu małżeństwu i tego nie krył. Mam wrażenie, że przez te wszystkie lata szukał potwierdzenia swoich wątpliwości i tylko czekał, żeby Iza wróciła do domu. Teść jest moim przeciwieństwem: materialista twardo stąpający po ziemi (ma dobrze prosperującą firmę budowlaną). Wszystko potrafi załatwić, naprawić, zbudować. Uważa, że taki powinien być każdy facet. Jak mogę mu dorównać? Co gorsza, Iza po latach zaczęła „mówić tatą”, choć wcześniej kontestowała jego filozofię życia. Od kilku miesięcy jesteśmy w głębokim kryzysie.

Według Janiny Węgrzeckiej-Giluń relacje teścia z zięciem są równie trudne jak relacje teściowej z synową. Wszak oddaje swą ukochaną córeczkę obcemu mężczyźnie. Zanim ją odda, pilnie mu się przygląda. Bada, czy jest odpowiednio wyposażony w różne dobra, czy jest w stanie zadbać o córkę i o przyszłe wnuki. Ważne są nie tylko dobra materialne. Istotne jest także, czy przyszły zięć będzie przypominał wzór mężczyzny, który stanowi wartość dla teścia. I tak dla jednych będzie to obraz mężczyzny, w którym jego córka znajdzie czułego i mądrego partnera. Osobę, która będzie dbała o związek, umiała odnaleźć się w różnych rolach, nie tylko „typowo męskich”. Dla innych tylko typ macho może zapewnić córce dostatek i właściwy podział obowiązków i praw w małżeństwie, w którym dominuje mężczyzna.

– Zdarza się jednak, że niezależnie od wyznawanych poglądów teść w sytuacji konfliktu bierze w obronę córkę. To może być powodem konfliktów zarówno między młodymi, jak i zięciem i teściem – mówi psychoterapeutka. – Jeżeli napięcia te nie zostaną rozładowane, będą się kumulować i rzutować na dalsze relacje, destabilizując małżeństwo. Uczciwe rozważanie argumentów wysuwanych przez obie strony uczy wzajemnego szacunku dla odmienności swoich poglądów, a także umiejętności godzenia swoich racji bez wchodzenia w konflikt. Zdarza się, że niektóre kobiety porównują swoich mężów do wyidealizowanego obrazu ojca. Podobnie mężczyźni – porównują swoje żony do matek i oczekują, że będą do nich podobne. Jeżeli dochodzi do tego typu wartościowania i związanych z tym oczekiwań, braku zgody na indywidualność partnera, negowania jego cech i zachowań, okazywania tylko warunkowej miłości – wówczas doprowadzi to do przykrej konfrontacji między stronami. Warto pamiętać, że nie jesteśmy tacy sami, choć możemy być podobni. Nasza odmienność wynika z faktu, że wychowaliśmy się w różnych środowiskach, nasz świat kształtował się często w oparciu o inne przekonania i wartości… Współczesne, młode kobiety często mają wyidealizowany obraz mężczyzny. Dopiero w czasie terapii przekonują się, jak bardzo jest on niespójny i z jakich ukrytych potrzeb wynika. Mężczyzna w ich opinii powinien być wielofunkcyjny – czuły i stanowczy, wrażliwy i jednocześnie niezłomny macho odporny na stres i trudy życia. Podobnie niektórzy młodzi mężczyźni chcą w kobiecie widzieć opiekuńczą matkę, ale i kobietę wyzwoloną, niezależną, inicjującą seks kochankę i kobietę uległą… Związki, w jakie wchodzimy, nie są nam dane raz na zawsze. Trzeba nad nimi pracować, dając sobie nawzajem wiele wsparcia i przestrzeni dla własnego rozwoju. Tylko ludzie prawdziwie wolni potrafią stworzyć dobry, dojrzały związek.

Wspierać się i wyznaczać granice

Bożena (60 lat), matka Kacpra (33), teściowa (od lat trzech) Karoliny: – Mam czterech synów, choć zawsze marzyłam o córce. Pocieszałam się, że w przyszłości będę miała synowe. Kiedy najstarszy Kacper jeszcze w liceum poznał Karolinę, przyjęliśmy ją do naszej rodziny jak córkę. Zabieraliśmy na wakacje, pamiętaliśmy o jej imieninach i urodzinach. Po ślubie dość szybko pokazała, na co ją stać. Przychodzi bez zapowiedzi, żąda pomocy do wnuczka na zawołanie, nie licząc się z tym, że mamy inne plany, domaga się pieniędzy, bo jak mówi do syna: „mają, to niech dają”. Kiedyś usłyszałam: „Teściowie mogliby zostać z małym na sylwestra, po co starym ludziom zabawa”. Ciągle zresztą słyszę, jak wyrzuca synowi: „Po co twojej mamie nowy samochód, nowe buty, wyjazd na wakacje”. Ona uważa, że nasze życie się skończyło. Nie chcę nastawiać syna przeciwko niej, więc cierpię po cichu.

„Współcześni zięciowie i synowe to pokolenie bardziej roszczeniowe niż ich poprzednicy?” – pytam Janinę Węgrzecką–Giluń.

– To zależy od tego, jak zostali wychowani w swych macierzystych domach. Trzeba jednak przyznać, że warunki życia naszych dorosłych dzieci są inne niż na Zachodzie. Wielu młodym ludziom trudno ze swoich zarobków kupić mieszkanie, posłać dzieci do dobrego przedszkola i do liczących się w rankingu szkół. W związku z tym oczekują, że rodzice będą im pomagać. Kiedy tego nie robią, a dzieci widzą, że inni rodzice pomagają, mają do swoich żal. Zdarza się też, że dorosłe dzieci uważają, że ich rodzice już się nacieszyli życiem, że teraz przyszedł ich czas i rodzice powinni w nich inwestować. Zapominają, że ludzie, którzy ich wychowali często z niemałym trudem, mają prawo do własnego życia nieobarczonego obowiązkami dorosłych dzieci, swoich pieniędzy, realizowania marzeń, siebie… Niewielu rodziców buntuje się przeciwko takiej postawie, natomiast wielu rezygnuje ze swoich potrzeb. Często kieruje nimi poczucie dalszej odpowiedzialności za tworzenie młodym dobrych warunków życia, nierzadko wynikające z poczucia winy za nieudane ich zdaniem rodzicielstwo. Nie ma nic złego w tym, że się wspiera swoje dzieci i pomaga się im „stanąć na nogi”. Jednak warto to robić tylko w tym przypadku, jeśli i one wspierają swoich rodziców – dbają o ich potrzeby, szanują ich, zapraszają do siebie, aby czuli się ważni i potrzebni.

Na czym polegają zdrowe relacje między teściami a partnerami ich dzieci? Według Janiny Węgrzeckiej-Giluń na poszanowaniu wzajemnych granic. Na liczeniu się – z jednej strony – z potrzebami teściów, a z drugiej – nieingerowaniu w inwazyjny sposób w życie młodych.

– Warto spotkać się przed ślubem i omówić, jak ma wyglądać wspólna rodzina – mówi psychoterapeutka. – Czego sobie życzą teściowie, czego nowożeńcy. Jeśli jednak zawiodło porozumienie, wtedy zamiast okopywać się i trwać w złości na swoich pozycjach, lepiej od razu porozmawiać o problemie. Zamiast dawać upust swojej niechęci w stosunku do synowej czy teściowej i rywalizować o względy męża czy syna, lepiej zaprosić do wspólnej rozmowy. Można wówczas szczerze i otwarcie przedstawić swój punkt widzenia oraz podzielić się swoimi uczuciami bez oceniania drugiej strony. Jednym słowem wspólnie znaleźć wyjście z trudnej sytuacji, co zapewni dobry kontakt oparty na wzajemnym zaufaniu. Walka zaognia sytuację, trudno potem przebaczyć słowa, które padły. Synowa, chcąc uniknąć konfliktu, może np. delikatnie powiedzieć teściowej: „Doceniam mamy doświadczenie, mądrość, to, jak wychowała syna, ale chciałabym gromadzić swoje własne doświadczenia, nauczyć się tego, co już mama wie. Nasz styl życia ustaliliśmy z mężem. Nie chodzi o to, że mamy styl jest zły, chcielibyśmy żyć po swojemu”. Trzeba jasno ustalić zasady, które pozwolą ukierunkować zachowanie osób w rodzinie np.: nie wpadamy do siebie bez zapowiedzi, nie dzwonimy o siódmej rano, prosimy o pomoc z wyprzedzeniem, mówimy szczerze o uczuciach i potrzebach, wspólny obiad jemy raz na dwa tygodnie. Najważniejsze jest wzajemne okazywanie sobie szacunku i tolerancja dla odmienności poglądów, zachowań – o ile oczywiście nie są one destrukcyjne. Teściowa może sobie przypomnieć, co czuła kiedyś jako synowa i czego wtedy chciała doświadczać od swojej teściowej. Powinna pamiętać, aby na spotkania rodzinne nie zapraszać tylko syna, ale także synową, nawet samą, przez co podkreśli, że ma z nią specjalną relację. I w drugą stronę – synowa może zaprosić teściową na kawę, do teatru, żeby miała poczucie, że jest ważna, a nie tylko potrzebna w kłopotach.

Rodzice naszych partnerów i my to czasem kompletnie inne światy. Różne wartości, geny, odmienne doświadczenia społeczne, inne modele życia. Czy nam się te światy podobają, czy nie – nie wolno ich lekceważyć i odmawiać racji bytu. Należy je uznać i starać się zbudować wspólny świat, w którym obie osoby poczują się spełnione. Jeśli nie zawsze jest to możliwe od razu, to warto zbudować nawet małą, ale wspólną część, która nas łączy, i z czasem ją poszerzać. Jak powiedziała amerykańska pisarka Helen Keller: „Gdy zamykają się jedne drzwi do szczęścia, otwierają się inne, ale my patrzymy na pierwsze drzwi tak długo, że nie widzimy tych drugich”. Bądźmy cierpliwi w poszukiwaniu tych właściwych.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>