S kond klikasz?

W końcu zdecydowałam się – poszłam na pokoje. Ostrożnie i pod dyktando syna studenta, który w Internecie się czuje oczywiście jak ryba w wodzie. Ja jestem tam jak korek raczej, którym fala rzuca dowolnie, a korek ma nadzieję, że płynie…

– Wpisz do wyszukiwarki „Onet.pl” i otworzy ci się strona główna – mówi mi syn, w słuchawce mi mówi, bo studiuje na drugim końcu Polski. – Już – potwierdzam znad klawiatury i myślę sobie, jakich cudnych czasów dożyłam, ja, która dopiero co, w latach stanu wojennego, kawę na łyżeczki kupowałam w barze, piernik z marchwi piekłam, a ligninę cięłam w kwadraty, gdy ten właśnie mój syn katar miał. Teraz sobie rozmawiam przez telefon za darmo, bo sobota, patrzę w ekran laptopa, który łączy mnie z całym światem bez cenzury, jem ulubione sezamki, wtedy nie do zdobycia, jak w jakimś normalnym kraju…
 
– Kliknij „czat”, mamo – mówi syn. – Dobrze. I teraz ci się pokazał spis pokojów, prawda? Musisz któryś wybrać, na przykład pokój towarzyski, wpisać swój nick i jeszcze raz ten kod z obrazka niżej, by udowodnić, że nie jesteś robotem. – Co udowodnić? – pytam zaskoczona. – Lol – powiada mój syn i się śmieje. A ja już za kwadrans będę wiedziała, co znaczy „lol”, bo jest to angielski skrót używany nagminnie we wszystkich pokojach oznaczający głośny śmiech.

Rozłączył się. Zostawił mnie z tym całym bajzlem. Bo to, co otwarło się w tamtej chwili, można porównać do niebywałego bałaganu umysłowego wszystkich ludzi naraz. Pałac o stu pokojach, a w każdym Potwory Nicości i Czciciele Bzdury! Jak przez to przejdę?

Zagubiona w czacie

Wchodzę do pierwszego z brzegu pokoju czatowego, nazywa się Same_w_domu, czytam temat dyskusji: „Kto rano wstaje, ten pałą dostaje i idzie po bułki”. Wychodzę czym prędzej. Próbuję gdzie indziej. W tym towarzyskim jest najwięcej czatowników, aż 654. „Kto poklika?” – pyta Mycha. „Potrzebny mi fajny chłopak”, wyznaje Misiunia, a Niegrzeczny Facet odpowiada: „A mnie potrzebny jest obiad”. Bujna mówi, że „zawisa, bo gotuje ziemniaki i musi luknąć”, a Dzidzio rzecze: „Figo fago, a ci co nago potem lumbago”.

Nie nadążam, bo mnóstwo ludzi gada na krzyż na ogólnym ekranie. Jak się chce, można przejść na „priv”, umówić się na Gadu-Gadu albo „podać adresa” i zamejlować tylko we dwoje. Kosia próbuje zadać wszystkim pytanie organizujące rozmowę: „Co lubicie robić najbardziej?”, ale odpowiada tylko jedna osoba: „Praca, dom, wycieczki w góry i trochę literatury. Kraszewskiego lubię. No i czaaaat!”. Ktoś inny: „Hej, odpowiedzcie Kosi, co lubicie robić!”. Ale jest taki zgiełk online, aż słychać brzęczenie  elektronów, nikt więcej nie reaguje, zupełnie jak na giełdzie nowojorskiej, tyle że tam chodzi o pieniądze i ekwiwalenty, a tu… No właśnie, o co TUTAJ chodzi?

Pokój o intrygującej nazwie Bez_tabu z tematem rozmowy o brzmieniu następującym: „życie jest jak żul, nigdy nie wiesz, gdzie się zatoczy”, jest pusty. Ziomy_i_ziomalki to kultura obrazkowa, wymiana ikonek, buziek, z rzadka ktoś stęknie jakimś tekstem, zwykle jeden, dwa wyrazy, a najlepiej „lol”.

Ostatnia próba: pokój erotyczny. Rozmawiają Filut, Kupidyn, Wiotka i Bzykający_w_trawie. Oto fragment listy dialogowej, którą można dowolnie tasować i tak nie ma to żadnego znaczenia: „– tadaam! – s kond klikasz? [pisownia oryginalna] – co ty gadasz – ściema – ale pożądki – żałosny jesteś – ić z tym do burdelu – a no widzisz pajacyk – no to wio – i se pogadał – lol – nie jestem ubrana – tym lepiej – lucki pan się odezwał – daj adresa – luknij w liste – w psa mam się bawić??? – i już starczy –”. Totalnie rozczarowana erotyzmem wychodzę z czatów.

Przez wiele lat bywałam jurorką w konkursach literackich i przeczytałam w życiu tysiące wierszy nieznanych mi ludzi. Po każdym jurorowaniu czułam się chora i nadawałam się na kwarantannę. A więc to jest ludzkość? – pytałam retorycznie.

– Jakim sposobem powstała cywilizacja? Z tych moich doświadczeń wynikało, że 90 procent ludzi, którzy mają ambicję mówienia mową wiązaną, objawia coś w rodzaju półszaleństwa, co ich język bezlitośnie obnaża. Teksty konkursowe miały „wygląd słowny”, czyli robiły wrażenie komunikatu, ale niestety nim nie były. Już po pierwszych linijkach wiersza orientowałam się, że mam do czynienia z cudem – są słowa i zdania, lecz nie ma treści. To był pozór, ścinki nieskoordynowanych myśli, odruchy semantyczne, półidiomy, rozwiązane związki frazeologiczne. Obraz katastrofy, częściowej lub całkowitej dezintegracji intelektualnej, z której normalnie nie zdajemy sobie sprawy, bo większość ludzi na co dzień porusza się w określonych formatach, powtarza znane od wieków społeczne role –  używa podstawowego zestawu do istnienia i to wystarcza. Gdy próbują zaryzykować własną indywidualność, udaje im się tylko symulacja!
 
Czym jest w istocie język, który artyści słowa oraz ludzie myślący uczynili najsubtelniejszym narzędziem wyrażania duchowych treści? Przede wszystkim ma umożliwiać „bycie razem”, pełnić funkcję społeczną. Ludzie wydzielają z siebie słowa i strzępy zdań, by podtrzymywać wspólnotę, wyznaczać granice, ustanawiać hierarchię grupy. Trochę podobnie odbywa się to i u innych ssaków, np. delfinów. Określenie homo sapiens czytamy zwykle jako „człowiek myślący”, ale jeśli uzmysłowić sobie, że słowo sapiens pochodzi od sapor, co oznacza „zapach”, łatwiej będzie nam przyjąć do wiadomości istnienie wśród nas również „człowieka węszącego”, a funkcję mówienia potraktować jako ludzkie obwąchiwanie się za pomocą słów. Szczytowym osiągnięciem jest angielskie small talk, grzeczne rozmawianie o niczym. Internetowe czaty zaś to drugi biegun – nagi instynkt zogniskowany na ekranie komputera, który działa jak zwierciadło kuliste wklęsłe obrazujące stan umysłowy ludzkości w jej zasadniczej  masie…

Kusiole posyłom

Urodziłam się na Górnym Śląsku, kocham tę gwarę instynktownie, zawsze gdy ją słyszę, czuję w sercu piknięcie. Znalazłam w Onecie na czatach pokój Śląska_gwara. Pomijam więc 40-stki, Mokre_muszelki, Oldboyów, Samotnych, Gejów, Lesbijki, nawet pokój filozoficzny i natychmiast się tam loguję. Temat: „Kartofle pozdrowiajom buroki”.  

„Witejcie ludkowie”. „Witej piynknie tys”. „Kusiole posyłom”. „Co to som  kusiole?”. „A kaj ty mosz druga połówka?”. „Spać poszła”. „Ale co to som te kusiole?”. „A kusiole to przeca cmoki, niy?”. „No sorry, tyś ale chory od tygodnia jest”. „Jo cie całuja zawartymi ustami, żeby zarazki nie wyleciały!”. „Wyboczcie, jo musza wytyź, dobranoc”. Kocham ten język. Dobranoc.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »