fbpx

Miewa sople na brzuchu

Jest duży – wielkości i koloru osiołka, czyli szary, prawie błękitny. Chudy i przystojny, z dreadami na całym ciele, łącznie z pyszczkiem. Jest zrelaksowany – wygodnie mu wszędzie. Trochę przypomina mi mojego tatę grającego na gitarze, leżącego na kanapie lub w wannie. Jest dla siebie domem i łóżkiem jednocześnie.

Nie był tresowany, ale posiada umiejętność poszczenia, czekania i milczenia jak Siddhartha Hermanna Hessego.

Jak mnich zen potrafi godzinami nieporuszenie siedzieć i patrzeć na przykład w niebo, zgłębiając jego naturę. Co rano konsekwentnie ćwiczy wybrane asany. Często robi mostki.

Nie wiadomo, ile ma lat. Uwielbia dzieci, bo ma pysk na wysokości ich twarzy, dzięki czemu zbiera dużo buziaków w swój ogromny czarny nos zwany truflą! Lubi chrupać orzechy i jabłka oraz lizać tych, których kocha. Lubi śpiewać, gwizdać i ziajać. Wiezie na swoim grzbiecie suche liście, igły choinkowe, okruszki kanapek Anielki, mojej córki. Zimą miewa sople na brzuchu. Poza kąpielami w błocie nie był nigdy myty ani czesany. Reprezentuje styl „don’ t care” i nazywa się Sr*łtopies.

Wydało się. Mam wyimaginowanego przyjaciela. Pies u mojego boku jest prezentem od Hani, która uczy mnie pracy z ciałem. Już na pierwszych zajęciach przybiegł do mnie i od tamtej pory jest przy mojej nodze, dokądkolwiek idę.

Pracujemy z Hanią nad kwestią rozluźnienia. Zwykle szuka się go w ciele, ale to umysł rządzi ciałem. Trzeba przywoływać Sr*łtopsa, który dystansuje się i rozwesela, pozwalając odetchnąć z ulgą choćby na moment.

Odkrywam też razem z moim czworonożnym przyjacielem, że powszechnie znienawidzona grawitacja jest błogosławieństwem, a nie karą. Już w ciąży czułam, że zwiększone ciążenie ma jakąś pozytywną moc, że gdy śpiewam, czuję większą siłę i ukorzenienie. Tymczasem trzecia zasada dynamiki Newtona mówi nam: każdej akcji towarzyszy rekacja równa co do wartości i kierunku, lecz przeciwnie zwrócona. Dla humanistów: „Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było”. Rzecz w tym, że im bardziej my na coś napieramy, tym bardziej to coś napierać będzie na nas. Dlatego nie ma co za bardzo napierać, trzeba zawołać Sr*łtopsa i się rozluźnić.

Nikt nigdy wcześniej nie uczył mnie olewactwa, ale teraz w moim życiu jest ono wybawieniem. Muszę je w sobie wyzwolić, żeby śpiewać tak jak w dzieciństwie, kiedy mój głos był objawieniem również dla mnie. Głos przychodzi i odchodzi jak pogoda. Ćwiczę go, ale muszę uważać, by go nie przetrenować, nie pozbawić spontaniczności i autentyzmu.

Przekonałam się, że nie ma jednej właściwej pozycji ciała najlepszej dla kości i mięśni. Okazało się, że luzik w każdej z pozycji to jedyny stały element, którego mam się trzymać. Gdy wychodzę na ulicę po lekcji, wydaje mi się, że nie stoję, lecz wiszę. Mam uczucie lekkości, a kroki sprawiają mi przyjemność.

A teraz poniżej opisz, proszę, swojego Sr*łtopsa i oby ci służył wiernie.